Starscream przechadzał się korytarzami Darkmount, obcasy wybijały spokojny, pewny siebie rytm kroku. Czego szukał? Sam nie był pewien, po twierdzy Megatrona
można było się spodziewać wszystkiego, pułapek, min w podłodze, działek
umiejscowionych w najmniej spodziewanych miejscach, kadzi do
przetopu... wzdrygnął się na samą myśl o wielkim basenie pełnym gorącego
stopu byłych wrogów Lorda. Miał cholerne szczęście spotkać się z tym
cudem osobiście podczas jednej ze swoich ekspedycji w głąb tejże
twierdzy. Niewinny korytarz, a w nim jeszcze bardziej niewinna
stalowo szara posadzka, i kto mógł podejrzewać, że gdzieś tam czai się
zsyp prowadzący prosto do kadzi. Było mu trzeba wcześniej rozeznać się
ze wszystkimi zasadzkami, a nie na pewniaka łazić po Darkmount.
Bo to teraz moja warownia. Ja tu rządzę!
Może i moja, ale nieoficjalnie nadal panuje tu terror Megatrona. I jego demoniczne zapadnie - dodał w myślach.
Ciągle miał jeszcze kawałek osmolonego skrzydła, dobrze, że udało mu się transformować i wylecieć, zanim wpadł do bulgoczącej masy.
- Nie zdziwiłbym się, gdyby za którymiś pięknymi drzwiami zobaczył zombie - mruknął poirytowany i zatrzymał się przed śluzą oddzielającą spenetrowany przez niego teren od tego, do którego od ponad tygodnia usiłował się dostać.
Wielkie wrota, wzmocnione i opancerzone - sprawdził to osobiście - wciąż uparcie stały na swoim miejscu.
- Czas na nieco mniej subtelne rozwiązania - stwierdził i uruchomił wcześniej już przytaszczone pokaźne plazmowe działko.
Broń zaszumiała cicho obudzonym do życia rdzeniem. Nagle w całej twierdzy zawył alarm.
Bo to teraz moja warownia. Ja tu rządzę!
Może i moja, ale nieoficjalnie nadal panuje tu terror Megatrona. I jego demoniczne zapadnie - dodał w myślach.
Ciągle miał jeszcze kawałek osmolonego skrzydła, dobrze, że udało mu się transformować i wylecieć, zanim wpadł do bulgoczącej masy.
- Nie zdziwiłbym się, gdyby za którymiś pięknymi drzwiami zobaczył zombie - mruknął poirytowany i zatrzymał się przed śluzą oddzielającą spenetrowany przez niego teren od tego, do którego od ponad tygodnia usiłował się dostać.
Wielkie wrota, wzmocnione i opancerzone - sprawdził to osobiście - wciąż uparcie stały na swoim miejscu.
- Czas na nieco mniej subtelne rozwiązania - stwierdził i uruchomił wcześniej już przytaszczone pokaźne plazmowe działko.
Broń zaszumiała cicho obudzonym do życia rdzeniem. Nagle w całej twierdzy zawył alarm.
- Nieznany obiekt w strefie pierwszej, nieznany obiekt w strefie pierwszej - zawyły głośniki Darkmount.
- No co znowu? - zaskrzeczał Starscream i opuścił lufę nielekkiej broni na podłogę. - Ciężkie - sapnął.
Podszedł do jednego ze wmontowanych w ściany paneli i wstukał kod dostępu odblokowujący kamery i działania obronne.
- Zobaczmy... hmm intruzi. - Postukał się szponem w monitor. - Intruzi kręcą się przy Darkmout, czyżby Decepticony? - Przybliżył obraz z monitoringu. - Tak, jeden Con, Insecticon i... Autobot?! Co tu robi sługus Prime'a? I dlaczego łazi z...?
Łowcy Nagród, zrozumiał.
- Nie będą mi tutaj węszyć - skwitował, wpisując protokoły obrony i zrzucając zdalne sterowanie bronią na nadajnik, w który wyposażył się miesiąc temu.
Kolejne znalezisko wśród skarbów Megatrona. Spojrzał jeszcze raz na wizerunek rozglądających się nieproszonych gości i zatwierdził rozkazy. Po czym pobiegł na spotkanie niczego nieświadomych natrętów.
Wyleciał z jednego z czterech osłoniętych pasów startowych i runą w dół prosto na intruzów ostrzeliwując ich ze swoich działek. Zaskoczeni nagłym atakiem trzej Łowcy rozpierzchli się w różnych kierunkach, szukając schronienia pośród powyginanych stert metalu. Jeden z nich obrócił się w biegu i wystrzelił salwę w kierunku komandora. Star wykonał unik i zrewanżował się rakietą. Hardy intruz o czerwonej karoserii został odrzucony do tyłu przez wybuch.
Szary decepticon śmignął przed siebie, po czym z wprawa nawrócił nad kryjówkę pozostałych Łowców. Z przyjemnością runął w dół, przygotowując lufy do ponownego ostrzalu, ale w ostatniej chwili, gdy wróg i ziemia z niebezpiecznie bliska szczerzyli się do niego, postawny robal wyskoczył na niego. Za późno, żeby zmienić kurs i Insecticon i Seeker zderzyli się w locie, po czym obaj runęli na dół wznosząc tuman kurzu i iskier. Starscream w ostatniej chwili transformował się i przekoziołkował w trybie robota. Wściekły poderwał się w momencie, gdy czerwony autobot zaczął do niego strzelać a robactwo z wrzaskiem rzuciło się na niego.
- Wynoście się! - Wrzasnął głośniej niż Insecticon i posłał w jego stronę ostatnią rakietę. Insecta odrzuciło w tył. Czerwony mech jednak wykorzystał nieuwagę Seekera i zwalił go na ziemię, przystawiając ostrza do gardła. Starscream pisnął czując, że napastnik nie żartuje. Czerwony zamachnął się w zamiarze zadania ostatecznego
- Czekaj! - Wychrypiał fioletowy mech, zabezpieczając broń i podchodząc do decepticonów. Czerwony spojrzał na niego zdziwiony a Starscream uśmiechnął się drapieżnie i wyszarpnął rękę. Szponami wpił się w twarz autościerwa i pociągnął w dół, zostawiając w blasze na piersi głębokie bruzdy. Zraniony z bolesnym rykiem odskoczył w tył a Seeker wykorzystując swobodę wziął nogi za pas i zerwał się do biegu, by po paru krokach wzbić się w niebo.
Klnąc na wszystkich Primów, zrobił koło nad intruzami spodziewając się z ich strony ostrzału. Jednak decepticony szybko stanęli na nogi i w trójkę ruszyli do twierdzy.
- Oooo tak! - Podniecił się Seeker, wiedząc już, że obcy nie spodziewają się ataku ze strony zabezpieczeń twierdzy. Starscream zakręcił jeszcze raz w powietrzu i podleciał do Darkmount, transformując się nad lądowiskiem. Spojrzał w dół i satysfakcją patrzył jak załączone zdalnie działa, znajdują wroga i rozpoczynają ostrzał.
***
Knockout usiadł do panelu sterującego mostem i postukał szponami o blat. Był wyjątkowo sfrustrowany biegiem wydarzeń.
Nie mógł uwierzyć, że młody tak po prostu wystawił ich i że autoboty ciągle upierają się przy walce.
Ogromny predacon, który do tej chwili grzecznie czekał przy bramie mostu, żeby wylecieć i zacząć ziać postrach, przeciągnął się jak wyjątkowo rozleniwiony ziemski kocur i zaorał pazurami podłogę, zostawiając w niej głębokie wyżłobienia. Medykiem wstrząsnęło na ten dźwięk i widok.
- Czy ty nie potrafisz zachowywać się jak cywilizowana bestia?! - Jęknął, a kiedy dotarło do niego co powiedział jęknął znowu - I nawet nie masz pojęcia jak to trudno naprawić!
- Przesadzasz. Zawsze przesadzasz - Warknął King po tym, jak umiejętnie stanął w formie robota - Wyglądasz beznadziejnie.
Medyk najpierw zmrużył optykę a po chwili zaczął w panice macać karoserie.
- Miałem na myśli minę - mruknęła bestia, warcząc gardłowo, gdy czerwony z ulgą doszedł do wniosku, że nie zaliczył żadnej rysy - Jesteś jakiś mniej denerwujący.
- Ja, denerwujący? - Sapnął w odpowiedzi - Trochę szacunku gadzie! Jestem samolubny, narcystyczny i cwaniak ze mnie, ale nie jestem denerwujący!
- Nie da się ukryć ani trochę! - Zaśmiał się tubalnie zielony autobot wchodząc do pokoju - To miano należy się Skrzeczącemu.
- Skrzeczący Denerwujący Pierwszy - zamruczał Predaking szczerząc kły w uśmiechu.
- Coś cię gnębi Knockout? - Spytał Bulk, gdy już przestali się śmiać.
- Eh wszystko, zielonku, wszystko - westchnął medyk i podrapał się szponiastym palcem po brodzie - Czy Smokescreen opowiadał jeszcze coś ciekawego? Na pewno tam na zewnątrz jest ciekawiej niż... No cóż, tutaj.
- Ma dużo pracy - odpowiedział a widząc rozmarzoną minę rozmówcy uśmiechnął się szeroko.
- Jakiej pracy? - zapytała bestia, siadając na zniszczonej podlodze - I czemu nie walczy z wami? Zawsze czułem, że ma Iskrę wojownika, gdyby był Predaconem rozniósłby tę planetę w kosmiczny pył!
Knockout wymienił spojrzenie z Bulkem. Nie dało się ukryć, że Smokescreen przyszedł na świat, żeby walczyć, do dziś pamiętał jak uparcie walczyli o zmieniacz fazy...dalej walczą.
- Smokescreen...wydobywa energon - zbył ich zielony.
- Górnik? - Zaśmiał się medyk - Został górnikiem? Rzucił to wszystko, żeby zostać Królem Ropy?
- Energon...oddaje potrzebującym - skłamał bulk - Wiesz jak trudno wyrobić normę w tym szpitalu, na Cybertronie są ich tysiące...
- Ale czemu nie walczy? - Warknął Predacon.
Bulk chwile myślał nad dobrą odpowiedzią, nie chciał zdradzać tajemnicy Smoke...
- Cóż, ma dużo pracy... Powiedział mi, że przegramy z decepticonami - zadumał się przez chwile przypominając sobie jego slowa - Nasza porażka sprowokuje większy odwet.
- Tak powiedział? - Spytał czerwony - Dlaczego mam wrażenie, że on ma racje, we wszystkim...
- Bo zapewne ma... racje - odparł zielony - I dlatego, dopóki jesteśmy w temacie. Weź to, otwórz, przejdź i znajdź, jeśli...kiedy coś pójdzie nie tak.
Czerwony medyk przyjął ze zdziwieniem mały cyber z danymi, nie miał problemu z odgadnięciem zawartych współrzędnych.
- Nie wierzysz, że misja się uda? - Zapytał zdumiony.
- Wierze, że...zawsze przyda się dodatkowa siła ognia.
Klnąc na wszystkich Primów, zrobił koło nad intruzami spodziewając się z ich strony ostrzału. Jednak decepticony szybko stanęli na nogi i w trójkę ruszyli do twierdzy.
- Oooo tak! - Podniecił się Seeker, wiedząc już, że obcy nie spodziewają się ataku ze strony zabezpieczeń twierdzy. Starscream zakręcił jeszcze raz w powietrzu i podleciał do Darkmount, transformując się nad lądowiskiem. Spojrzał w dół i satysfakcją patrzył jak załączone zdalnie działa, znajdują wroga i rozpoczynają ostrzał.
***
Knockout usiadł do panelu sterującego mostem i postukał szponami o blat. Był wyjątkowo sfrustrowany biegiem wydarzeń.
Nie mógł uwierzyć, że młody tak po prostu wystawił ich i że autoboty ciągle upierają się przy walce.
Ogromny predacon, który do tej chwili grzecznie czekał przy bramie mostu, żeby wylecieć i zacząć ziać postrach, przeciągnął się jak wyjątkowo rozleniwiony ziemski kocur i zaorał pazurami podłogę, zostawiając w niej głębokie wyżłobienia. Medykiem wstrząsnęło na ten dźwięk i widok.
- Czy ty nie potrafisz zachowywać się jak cywilizowana bestia?! - Jęknął, a kiedy dotarło do niego co powiedział jęknął znowu - I nawet nie masz pojęcia jak to trudno naprawić!
- Przesadzasz. Zawsze przesadzasz - Warknął King po tym, jak umiejętnie stanął w formie robota - Wyglądasz beznadziejnie.
Medyk najpierw zmrużył optykę a po chwili zaczął w panice macać karoserie.
- Miałem na myśli minę - mruknęła bestia, warcząc gardłowo, gdy czerwony z ulgą doszedł do wniosku, że nie zaliczył żadnej rysy - Jesteś jakiś mniej denerwujący.
- Ja, denerwujący? - Sapnął w odpowiedzi - Trochę szacunku gadzie! Jestem samolubny, narcystyczny i cwaniak ze mnie, ale nie jestem denerwujący!
- Nie da się ukryć ani trochę! - Zaśmiał się tubalnie zielony autobot wchodząc do pokoju - To miano należy się Skrzeczącemu.
- Skrzeczący Denerwujący Pierwszy - zamruczał Predaking szczerząc kły w uśmiechu.
- Coś cię gnębi Knockout? - Spytał Bulk, gdy już przestali się śmiać.
- Eh wszystko, zielonku, wszystko - westchnął medyk i podrapał się szponiastym palcem po brodzie - Czy Smokescreen opowiadał jeszcze coś ciekawego? Na pewno tam na zewnątrz jest ciekawiej niż... No cóż, tutaj.
- Ma dużo pracy - odpowiedział a widząc rozmarzoną minę rozmówcy uśmiechnął się szeroko.
- Jakiej pracy? - zapytała bestia, siadając na zniszczonej podlodze - I czemu nie walczy z wami? Zawsze czułem, że ma Iskrę wojownika, gdyby był Predaconem rozniósłby tę planetę w kosmiczny pył!
Knockout wymienił spojrzenie z Bulkem. Nie dało się ukryć, że Smokescreen przyszedł na świat, żeby walczyć, do dziś pamiętał jak uparcie walczyli o zmieniacz fazy...dalej walczą.
- Smokescreen...wydobywa energon - zbył ich zielony.
- Górnik? - Zaśmiał się medyk - Został górnikiem? Rzucił to wszystko, żeby zostać Królem Ropy?
- Energon...oddaje potrzebującym - skłamał bulk - Wiesz jak trudno wyrobić normę w tym szpitalu, na Cybertronie są ich tysiące...
- Ale czemu nie walczy? - Warknął Predacon.
Bulk chwile myślał nad dobrą odpowiedzią, nie chciał zdradzać tajemnicy Smoke...
- Cóż, ma dużo pracy... Powiedział mi, że przegramy z decepticonami - zadumał się przez chwile przypominając sobie jego slowa - Nasza porażka sprowokuje większy odwet.
- Tak powiedział? - Spytał czerwony - Dlaczego mam wrażenie, że on ma racje, we wszystkim...
- Bo zapewne ma... racje - odparł zielony - I dlatego, dopóki jesteśmy w temacie. Weź to, otwórz, przejdź i znajdź, jeśli...kiedy coś pójdzie nie tak.
Czerwony medyk przyjął ze zdziwieniem mały cyber z danymi, nie miał problemu z odgadnięciem zawartych współrzędnych.
- Nie wierzysz, że misja się uda? - Zapytał zdumiony.
- Wierze, że...zawsze przyda się dodatkowa siła ognia.
***
Toczył się koło za kołem plując sobie w brodę, że znowu zataił coś przed Mayvies. Ukochana wiedziała tylko, że wyszedł z domu do pracy. W kopalni.
W rzeczywistości po kilku godzinach jazdy w pewnym sensie wkroczył na wybrukowane złotem ulice Iaconu i jego podniebne szlaki.
Stolica, pomimo zniszczenia prawie że w całości - zbombardowana, ostrzelana, zabrudzona przelanym energonem, trupami i kurzem - wciąż imponowała swoją błyszczącą, bogatą i nasraną przepychem naturą, jakby sama śmiała się z poczynań Megatrona.
I ty śmiertelny głupcze, miałeś czelność niszczyć miejsce zbudowane przez ręce bogów? Miejsce, w które przelali własny biały energon i wtopili całe swoje szczodre i zdobione jestestwo?
Chore i zepsute do samego szpiku, jakby powiedział Optimus.
Iacon był jedynym w swoim rodzaju miastem na Cybertronie. Jego obszar z daleka wygląda jak wyrwane z podłoża i zawieszone w powietrzu ogromne spirale, poprzecinane pomniejszymi. Do dołu było daleko dlatego, choć nigdy nie odkryto kto to zrobił i w jaki sposób, pod miastem rozciągała się niemal naturalna przezroczysta bariera a przecinające ją nieliczne kanały, prowadzące do pnia miasta, były poprzecinane grubymi kablami energii elektrycznej.
Pomiędzy wspomnianymi wyżej spiralami rozciągały się autostrady i główne szosy, ulice i uliczki, które wyglądały jak żyły i aorty pompujące życie miasta jak energon do jego Iskry, którą było Centrum wraz ze wznoszącymi się ku niebu oszklonymi Iglicami, a pomiędzy drogami stały platformy z budynkami i zawieszone płyty z domami i mieszkaniami.
Oczywiście tak wyglądało wszystko przed wojną. Iacon był pewnym sensie sztuką samą w sobie i perłą architektury a fakt, że teraz wszystko wygląda jak ścięte drzewo żeliwne, wszystkie drogi i budynki zostały powalone i zalegają w dziurze tylko drażnił Smokescreena. I jednocześnie przerażało.
Większość pozostałej drogi do celu musiał pokonać piechtobusem, jednak po mozolnym pokonywaniu przeszkód dotarł do starego Archiwum.
Przed nim rozciągał się doprawdy ponury widok.
Trzy obdrapane, gołe ściany. Kilometry zasłane kamieniami. Stare szkielety oblazłe korozją, wystające ponad gruzowisko.
Śmietnik. Cmentarz.
Smokescreen mimowolnie zacisnął pieści, szczękę. Odwrócił wzrok.
Tyle zostało z dawnej krypty Alpha Triona.
Ruina.
Zamrugał, żeby powstrzymać okropne pieczenie pod optykami.
Chciałby dowiedzieć się co stało się ze staruszkiem.
Czy... Czy zgasł broniąc krypty? Bo on zawalił swoje obowiązki?
Nawet jeśli miał nieść Klucz, nawet jeśli... jeśli stróżowanie nad reliktami było jedynie przykrywką...
Nie.
Nie mógł dłużej chłonąć ponurego widoku.
Nic tu nie znajdzie, niczego się nie dowie.
Na szczęście do wieczora jeszcze daleko, dlatego Smokescreen postanowił odwiedzić jeszcze jedno miejsce.
W końcu nadzieja umiera ostatnia.
~~~
Mauzoleum wyglądało dość przytłaczająco. Patrząc na wzniesiony budynek dostawał ciar, mimo że słońce leniwo pokonywało horyzont i posyłało swoje promienie rozświetlając cały krajobraz. Smokescreen przeklął się w Iskrze za słuchanie tych wszystkich Mikowych historii o duchach bo teraz wyobrażał sobie tylko, że nad szaro-srebrną, ogromną budowlą migocze księżyc w pełni, unosi się mgła a z dachu podrywają się do lotu czarne ptaszyska krakając głośno. Aż dostał ciarek.
Mimo wszystko postanowił dokończyć swojego dzieła i wlazł do grobowca, powtarzając sobie, że przecież duchy Primów nie wzywałyby go, gdyby miały go skrzywdzić. Nie?
Stanął pośrodku wielkiego holu. A raczej wewnątrz małego kręgu, tworzonego przez stojące do okola głazy pamiątkowe i pomniki.
Przypominając sobie wszystkie wskazówki starego przyjaciela, usiadł krzyżując nogi i zamknął oczy.
Czekał.
Uprzątnął myśli. Czyste myśli, czysta wizja.
Czekał.
Gdy tylko przez powieki ujrzał światło z zadowoleniem je uchylił.
Brzegi jego pola widzenia zakrywał błękit. Wszędzie błękit i biel.
Staruszek nachylił się nad nim i przez prześwit białego widma ciała młody bot widział druga stronę.
Paciorki z miękkich drucianych witek z brody staruszka załaskotały go po twarzy.
Z uśmiechem wstał i poszedł za staruszkiem.
~~~
Gdy obraz znikąd nabrał naturalnych barw Smokescreen stal już przed płytą, na której spoczywały trzy ogromne posagi.
Uzyskał odpowiedzi.
Kłaniając się przed rzeźbionymi postaciami wyszedł z auli grobowca.
Gdy obraz znikąd nabrał naturalnych barw Smokescreen stal już przed płytą, na której spoczywały trzy ogromne posagi.
Uzyskał odpowiedzi.
Kłaniając się przed rzeźbionymi postaciami wyszedł z auli grobowca.
***
Stał nad powalonymi przeciwnikami celując w nich ze swoich działek transformowanych z obu rąk. Insceticon, łowca nagród i jakiś sporawy Autobot leżeli podbijani na kupie.- Ostrzegałem, żebyście się stąd wynosili - zachrypiał Starscream, wziął głęboki wdech, mimo iż nie potrzebował powietrza do życia to czynność ta pomogła mu uspokoić bijącą jak młot iskrę. Zmachal się i to całkiem porządnie jak na taką malutką bitewkę.
Czyżbym wyszedł z wprawy w walce? No tak trochę się w Darkmout bezczynnie kisiło...
Wyrwawszy się z myśli spojrzał na niedoszłych napastników.
- Żałośni jesteście - skwitował z pogardą. - Chcieliście mnie pokonać? S t a r s c r e a m a? - przeliterował swoje imię. - Wielkiego Komandora Decepticonów? Chyba wam się procesory przegrzały! O ile w ogóle je macie.
- To co chcesz nas wykończyć czy będziesz tak stał gadał i trząsł wydechem jak baba? - do przodu z prowokacyjnym tonem wyrwał się rdzawoczerwony Bezimienny Autobot.
Star się zamyślił.
- Może daruje wam, wasze nędzne życie...
- O nie - sapnął najwyraźniej poirytowany Bezimienny - Będzie chciał iść na układ! To już lepiej nas zastrzel!
- Zamknij się Roughedge - warknął na niego Łowca Głów.
Jego czerwone optyki intensywnie wpatrywały się w Komandora. Jedna miała nadbudowę, która powiększała receptor wzroku, wyglądał jakby miał na nim połączone z głową szkiełko powiększające. Podciągną się do góry i stanął na równi z wciąż czujnym i mającym ich na muszce Starscreamem. Przekrzywił głowę nieznacznie na bok.
- Jestem Shadelock, Łowca Nagród, układy to moja specjalność.
Obecny włodarz Darkmout skrzywił się na te słowa.
- Nie próbuj być cwańszy ode mnie, nikomu to jeszcze na dobre nie wyszło - powiedział ale opuścił nieco działka, jednak te wciąż ustawione w pozycji bojowej jarzyły się czerwonym światłem jakby chciał dać znać, że w każdej chwili negocjacje mogą się zakończyć trzema trupami.
- Proponuję ci hmm... całkiem ciekawą informację w zamian za opuszczenie z nas celownika. Plus później nasze łowieckie umiejętności do wynajęcia oczywiście. Nie pracujemy za frajer, a po tym co usłyszysz sądzę, że ci się przydadzą.
- Taaa skuj, skuj, skuj w kajdankach jestem twój! - parsknął z ironią Roughedge. - Po prostu marzę, żeby pracować dla tej szui - posłał pogardliwe spojrzenie do Starscreama i wściekłe do swojego szefa.
- Zawrzyj modulator Roug albo ci go wyrwę! - warknął Shadelock. - Chyba już zapomniałeś, że to ode mnie zależy jak szybko twoja iskra zgaśnie!
Naburmuszony pyskaty Bot odwrócił głowę i zajął się wygrzebywaniem spod Insecticona
- Rusz się ty kupo metalu, zgniatasz mnie! - Pacnął go w pancerz, na co tylko ogromny robal zawył szyderczo i jeszcze wygodniej umościł się na klnącym pod nosem Autobotem.
Starscream z niesmakiem spojrzał na cały ten cyrk, po czym zwrócił się do przywódcy szemranej grupki:
- Gadaj co to za "tajna informacja", oświeć mnie.
Shadelock zmrużył optykę jakby się jeszcze zastanawiał.
- Autoboty szykują szturm na Hellex. Chcą zmiażdżyć niedobitki Decepticonów, które wyległy na ulicę na wieść o powrocie Megatrona.
Oczy Starscreama rozszerzyły się nieznacznie, co jednak nie umknęło Łowcy.
- Jeśli jesteś zainteresowany rozwojem wydarzeń to z chęcią zrelacjonujemy ci ich przebieg, przy okazji możemy usunąć kilka niewygodnych dla ciebie autobockich elementów wszystko... ma się rozumieć za odpowiednią cenę.
Komandor z powrotem podniósł transformowane z reki działko na wysokość iskry Shadelocka.
- Spokojnie - negocjator uniósł ręce w obronnym geście. - My wywiązaliśmy się z umowy - postąpił pewny siebie krok naprzód i nagle powiało od niego trupim chłodem. - Pora na ciebie.
Niegdysiejszy pierwszy oficer Wielkiego Lorda Decepticonów poczuł się dziwnie nieswojo. Gra wymykała mu się z rąk, a jedną z rzeczy, do których szczerze nienawidził była utrata kontroli nad sytuacją.
- Powiedzmy, że informacje przez was przekazane są satysfakcjonujące - Star wyprostował się dodając sobie tym pewności, po czym jego przedramiona z dźwiękiem transformacji wróciły do swojego pierwotnego kształtu kończyn robota.
Łowca wykrzywił twarz w parodii uśmiechu.
- Cieszę się, że udało nam się porozumieć. Wiedziałem, że nowinki o Megatronie i Autobotach przypadną ci do gustu - ostatnie zdanie wypowiedział ciszej, tak że tylko stojący z nim twarzą w twarz komandor mógł go usłyszeć.
Zanim jednak odszedł do swoich współpracowników, Starscream przytrzymał go za ramię szponiastą dłonią.
- Zwiad i informacje bez konfrontacji - Powiedział sucho - Listy z plikami oczekuję od razu.
Shadelock kiwną głową i chciał wyszarpnąć się z uścisku, ale Star wzmocnił uścisk, wbijając końcówki ostrych palców w karoserię fioletowego Decepticona.
- Ale jeśli zdradzisz - jego głos zgrzytał jak źle naoliwione przekładnie - Pożałujesz, że nie odstrzeliłem ci wcześniej łba.
***
- Załatwmy kilku cichcem - szepnął Wheeljack, przestępując z nogi na nogę.
- Wtedy reszta się rozproszy - odpowiedział Bumblebee mierząc widok przed sobą.
Autoboty przeniosły się do Helex niecałą godzinę temu, zajmując miejsca, z których byli niewidoczni dla nadciągających conów.
Decepticony przemierzały wymarłe miasto i jego prochy w akompaniamencie ryku silników ziemskich wehikułów i latających, śmigając nad głowami kryjących się botów. Tworzyli grypy lub dreptali w pojedynkę, w milczeniu. Ponura zgraja w we wszystkich kolorach tęczy jak pielgrzymka na paradzie równości i tylko krwistoczerwone ślepia działały jak znak stop, ostrzegając, żeby nie włazić im w drogę, gdy mozolnie wędrują do bram swojego Lorda.
Bee oderwał się od tej kilkutysięcznej trupy, gasząc głos rozsądku i echo słów "to samobójstwo". Machnął na Jacka i Arcee, aby ruszyli za nim i skierował się ku zejściu ze zsypu gruzu na zrujnowaną drogę.
~~~
- I jak?
- Bez zmian, czyli zgodnie z planem - zameldował zwiadowca. Ultramagnus kiwnął głową i ruszył wzdłuż ściany. Nieopodal, przez wyrwę widział cienie deceptów idących przeciwległą przecznicą. Pamiętał plan miasta i doskonale zdawał sobie sprawę, że jeśli teraz ich zaatakują, zaatakują środek grupy i rozproszą się na dwa skrzydła, wróg wpadnie w ślepe zaułki a oni odetną im ostatnią drogę ucieczki. Decepticony wpadną w pułapkę a on, wykorzystując element zaskoczenia wybije wszystkie te ścierwa, co do jednego.
- Idziemy - warknął, ale jego słowa zagłuszył huk i sypiące się fragmenty elewacji
- Kurde! - krzyknął Bumblebee jednocześnie, odruchowo kuląc ramiona. Odwrócił się w stronę, z której dobiegł hałas i skrzyżował spojrzenie z zielonym wreckerem.
- Gdzie Wheeljack?! - Wrzasnęli niemal jednocześnie.
- Był z tobą! - zauważył Ratchet podchodząc do obojga i nie przerywając majstrowania przy swoim adioreceptorze.
- Był! - Wrzasnął Magnus, zbliżając się do grupy - Czy on zawsze musi coś odpieprzyć!?
Na końcówce zniżył głos i bynajmniej nie dlatego, że przeklął. Obok ich kryjówki rozległ się tupot stóp, to decepticony zerwały się biegiem i w gotowości biegnąc na miejsce katastrofy.
- Co teraz? - Sapnął Bee.
- Wyrżnąć wszystkie - Syknął Ultramagnus, ale znów niedane mu było dokończyć.
Zza pleców autobotów dało się słyszeć, głośnio i wyraźnie, piskliwy jak podniesiony o kilka oktaw wrzask jakby jego właścicielowi wyrywali żywcem szpilki.
- Decepticony!
~~~
- Wtedy reszta się rozproszy - odpowiedział Bumblebee mierząc widok przed sobą.
Autoboty przeniosły się do Helex niecałą godzinę temu, zajmując miejsca, z których byli niewidoczni dla nadciągających conów.
Decepticony przemierzały wymarłe miasto i jego prochy w akompaniamencie ryku silników ziemskich wehikułów i latających, śmigając nad głowami kryjących się botów. Tworzyli grypy lub dreptali w pojedynkę, w milczeniu. Ponura zgraja w we wszystkich kolorach tęczy jak pielgrzymka na paradzie równości i tylko krwistoczerwone ślepia działały jak znak stop, ostrzegając, żeby nie włazić im w drogę, gdy mozolnie wędrują do bram swojego Lorda.
Bee oderwał się od tej kilkutysięcznej trupy, gasząc głos rozsądku i echo słów "to samobójstwo". Machnął na Jacka i Arcee, aby ruszyli za nim i skierował się ku zejściu ze zsypu gruzu na zrujnowaną drogę.
~~~
- I jak?
- Bez zmian, czyli zgodnie z planem - zameldował zwiadowca. Ultramagnus kiwnął głową i ruszył wzdłuż ściany. Nieopodal, przez wyrwę widział cienie deceptów idących przeciwległą przecznicą. Pamiętał plan miasta i doskonale zdawał sobie sprawę, że jeśli teraz ich zaatakują, zaatakują środek grupy i rozproszą się na dwa skrzydła, wróg wpadnie w ślepe zaułki a oni odetną im ostatnią drogę ucieczki. Decepticony wpadną w pułapkę a on, wykorzystując element zaskoczenia wybije wszystkie te ścierwa, co do jednego.
- Idziemy - warknął, ale jego słowa zagłuszył huk i sypiące się fragmenty elewacji
- Kurde! - krzyknął Bumblebee jednocześnie, odruchowo kuląc ramiona. Odwrócił się w stronę, z której dobiegł hałas i skrzyżował spojrzenie z zielonym wreckerem.
- Gdzie Wheeljack?! - Wrzasnęli niemal jednocześnie.
- Był z tobą! - zauważył Ratchet podchodząc do obojga i nie przerywając majstrowania przy swoim adioreceptorze.
- Był! - Wrzasnął Magnus, zbliżając się do grupy - Czy on zawsze musi coś odpieprzyć!?
Na końcówce zniżył głos i bynajmniej nie dlatego, że przeklął. Obok ich kryjówki rozległ się tupot stóp, to decepticony zerwały się biegiem i w gotowości biegnąc na miejsce katastrofy.
- Co teraz? - Sapnął Bee.
- Wyrżnąć wszystkie - Syknął Ultramagnus, ale znów niedane mu było dokończyć.
Zza pleców autobotów dało się słyszeć, głośnio i wyraźnie, piskliwy jak podniesiony o kilka oktaw wrzask jakby jego właścicielowi wyrywali żywcem szpilki.
- Decepticony!
~~~
- A ten tu czego - jęknęła dwukółka, obserwując cybertrońską wersję Wurst*. Wheeljack uśmiechnął się pod nosem, próbując jeszcze bardziej wtopić się w gruz. Przybycie tego dupka zaalarmowało decepticony a te, ustawiając się w kółku oczekując ogłoszeń parafialnych odcięły im drogę ucieczki. Jednak jak to kiedyś Wheeli usłyszał, drogi ucieczki są zawsze dwie; albo wrzucisz wsteczny, albo pojedziesz do przodu. W tym czasie Starscream zaczął od skrzeczącego nawoływania rzekomych braci, co białemu wreckerowi brzmiało raczej jak krzyk godowy rozjechanej żaby, której nie zaspokoili w marcu...niż porywająca przemowa o wsparcie, jak wywnioskował z tego pierdolamentu, jednocześnie nie wsłuchując się w treść.
Po szybkich oględzinach uśmiechnął się szerzej i zaczął przeciskać, o drut nie miażdżąc przy tym drobnej Arcee, która stała mu na drodze.
- Co ty robisz - syknęła, kiedy naparł na nią i ostra krawędź kamienia boleśnie wpiła jej się w plecy.
- Komandor mówił, że mamy go załatwić - odpowiedział i, nie przerywając uśmiechu ani prób, przecisnął się obok, zostawiając uwolnioną femme.
- Co? Co?! - Krzyknęła za nim szeptem, ale wrecker nie słuchał. Coraz bardziej zbliżał się do zajętego przemową decepticona.
- Nawet. O. Tym. Nie myśl! - Wrzask w słuchawce był tak okropny, że mimowolnie się skrzywił. Rozejrzał się po tłumie i w końcu nad nim, dostrzegł autoboty, które ciągle próbując zachować tryb incognito jednocześnie i jednoznacznie gestykulowali, że ma przestać albo będzie wpierdol.
- Wheeljack - syknęła Arcee - Wheeljack!
Tylko Primus wie, dlaczego decepticony jeszcze się nie zorientowały.
~~~
Gdyby oddychał, z braku tlenu przez powstrzymywanie tej funkcji, już by się udusił.
Właśnie czuł, że Iskra kończy bieg, kiedy obserwował jak Wheeljacka dzieli tylko trochę ponad metr od Starscreama. Jak błyszczy jego ostrze katan wysuniętych z pochw, jak Starscream odwraca się do niego i jak zebrane decepticony zaczynają wyć alarmująco.
- Idiota - Medyk jęknął jak męczennik.
- Zamach! - Wrzasnął Starscream.
Naraz zrobiło się zamieszanie, cony zdjęła panika.
- Zamach! - Bee obserwował jak srebrny con gwałtownie cofa się, by w następnej chwili ciężko wylądować na bagażniku pod górką - Zamach! Ratujcie swojego nowego lorda!
Wheeljack został na górze ze skrzyżowaną bronią i wyrazem konsternacji. Bee mu się nie dziwił, głowa, którą miał ściąć, właśnie wyślizgnęła się spod katowskiego ostrza.
- Autoboty!
Ryki wystraszonego wroga zmieniły się gardłowe okrzyki jednostek gotowych do walki.
- Do ataku! Zgasić wszystkich! - Wrzasnął Ultramagnus i wystartował rozpoczynając ostrzał.
***
Knockout siedział przy stole i zafascynowany perfekcją płynąca z czynności sterylizował noże i mizerykordie, gdy przez pomieszczenie przedarły się decybele alarmu. Buczenie i wycie ucichło, dopiero gdy czerwony bot z konsternacją dotknął panelu i ekrany zalała fala zdjęć sześciu wskaźników biometrycznych.
Sześć autobotów w stanie zagrożenia życia.
~~~
Mayvies zakręciła się w wokół własnej osi i głośno zaśmiała. Jej partner dołączył do niej i kładąc jej ręce na talii próbował wprowadzić w rytm. Muzyka. Basy, gitary i dzikie dźwięki wydobywane z bębnów i płyt złączonych w perkusje wypełniały pomieszczenie wprawiając dwójkę oblubieńców w szaleństwo.
Fembotka po chwili wyczula nadany przez towarzysza krok i razem wariowali po pomieszczeniu w piruetach i miarowym kołysaniu. Po chwili jednak Smoke puścił fembotke i obserwując jak sama wiruje w oszałamiającym rytmie podszedł do blatu gdzie zostawił energon na ogniu.
Kiedy ściągał z internetu kawałki rocka poznane dzięki Miko wcale nie myślał ze kiedyś będzie się nimi dzielił z kimkolwiek, a już w ogóle w takiej lekkiej chwili jak ta.
To było prawdziwe szczęście.
Oderwał wzrok od gibkiego ciała May i właśnie wyłączył palnik, kiedy przez rozdzierające dźwięki dotarł do niego miarowy pisk. W ułamku sekundy spojrzał na trzymany na polce czujnik zbliżania i dostrzegłszy towarzyszące dźwiękom czerwone mrugnięcia wyciągnął spod blatu zawieszony pistolet plazmowy. Zdążył przeładować a May znalazła czas, żeby wyłączyć muzykę, gdy na środku pokoju otworzył się ogromny zielony wir. Bot wycelował wen bron, gdy ze środka wypadł bot o czerwonym lakierze.
- Okesree...aghr! - intruz natychmiast wpadł na oparcie cybertronskiej sofy i poleciał do przodu.
Fembotka na taki obrót sprawy głośno parsknęła śmiechem i Smoke nie mógł się nie uśmiechnąć. Knockaut jednak zebrał się już z podłogi i ledwie zaszczycając dziewczę spojrzeniem strzepnął niewidzialny kurz z ramienia.
- Smokescreen! Musisz wracać ze mną. Już! - Choć minę medyk zachował pokerową to nad drżącym głosem nie panował. Parze już nie było do śmiechu, bot pojął od razu.
- Poszli walczyć? Cholera! - Zaklął po angielsku. May zrobiła duże oczy, ale nie ważne wyjaśni jej później. Chociaż... Primusie! Dlaczego z nią nie zostanie?
Nie, nie mógłby. W tej sytuacji cały czar zabawy prysł a on już nigdy nie naładuje akumulatorów bez wyrzutów sumienia. Musi tam iść.
- May, obiecaj ze nie wyjdziesz z domu, zostań tutaj. Obiecaj!
Nie czekając na odpowiedz zamknął ją w silnym uścisku.
- Smoke, oni tam zginą... - Zaintrygowany bliskością tej dwójki i przede wszystkim obecnością tej fembotki medyk nie mógł powstrzymać się od cichego komentarza.
Zanim Smokescreen puścił ukochana wyczul jak cała drży.
W następnej chwili dopadł już z Knockoutem wiru i obaj zniknęli za jego tafla.
- Uważaj na siebie - wyszeptała zduszonym głosem do pustego już domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz