- Nie możesz już płakać, ciii, przecież wróciłem.
Pchnięty impulsem położył dłoń na jej mokrej twarzyczce i zwarł swoje wargi z jej ustami. Pocałunek podpatrzony na Ziemi. Nawet jeśli fembotka się zdziwiła to nic nie powiedziała. Łącząca ich więź nie pozwalała jej pozostać bierną na taką pieszczotę. Kiedy po chwili oderwali się od siebie jej emocje, szczęście i ciepło, otuchą zlały się z jego spokojem i radością.
Jedną cudowną wieczność przerwał grymas konsternacji. Partnerka zabrała rękę z jego pleców, które chwilę temu oplatała i teraz przypatrywała się dłoni oblepionej energonem.
- Jesteś ranny! - krzyknęła. Chciał ją na dłużej zatrzymać, wzmocnił ucisk na jej obu dłoniach, ale wyrwała się i rzuciła do blatu szukając Primus wie czego, kazać mu usiąść na fotelach. Powlókł się więc i już zupełnie wyczerpany opadł na twarde siedzenie. Dopadła do niego i szmatką z płótna zaczęła wycierać szramę, która błyszczała od jego barku do niemal kręgosłupa. Nie mając żadnego doświadczenia miała tylko nadzieję, że rana nie jest głęboka.
- Wygraliście? - spytała bota po przeciągającej się w błogiej ciszy chwili. Machinalnie ścierała ciecz z rany i nie miała zamiaru zbyt szybko wytracać go z równowagi, czuła jak bardzo go coś niepokoi. Smoke odwrócił się do niej, ale ona unikała kontaktu wzrokowego.
- Nie - Cicho zaprzeczył. Czuł jak ręka jej się zatrzęsła, gdy jeszcze raz przetarła ranę. Odwrócił się do niej i znowu spojrzał na jej usta, przejęło go wspomnienie chłodu metalowej skóry, a jednocześnie żaru, ciepła z wewnątrz jej tryskającego życiem ciała. Obezwładniające uczucie styknięcia się z dwoma żywiołami w jednej postaci. Jeszcze na Ziemi nie pojmował idei całowania się. Ten organiczny typ, że swoimi dziwacznymi zwyczajami. Nie rozumiał jak tak młoda rasa mogła przez miliardy lat swojej ewolucji rozwijać taki wyraz uczuć, jak całowanie się, dotyk, pieszczotą, namacalną bliskość drugiego osobnika, kiedy równocześnie oni tylko mordowali swój gatunek spychając te stare instynkty potrzeby swojego dopełnienia w tej drugiej osobie i zastępując je prymitywna rządzą wygranej i mordu.
Zapatrzony w jej świecące oczy pogładził kciukiem jej policzek i złączył ich usta w jednym pocałunku. Gorejącym i gwałtowniejszym, już nie tak obiecującym i chroniącym jak pierwszy, ten wyrażał więcej z chęci posiadania siebie nawzajem. Jeszcze bliżej. Mayvies dołączyła się do zabawy zupełnie nie znając reguł, ale była dumna i szczęśliwa mogąc z nim dzielić te doznania.
Smoke wziął ją na ręce i nie rozdzielając ich warg dotarł z nią po omacku do pokoju sypialnego.
***
Gdy otworzył optykę wybudzony nagłym uczuciem niepokoju, w pierwszej chwili pomyślał o ponawiającym się o relikcie śnie. Podniósł się do pozycji siedzącej i dopiero zrozumiał, że winnymi pobudki są grzmoty przedzierające się przez ściany mieszkania. Rozejrzał się po pokoju i uspokojony dojrzał skuloną May jeszcze sekundę temu zapewne tulącą mu się boku. Wstał z płyty łoża i wymsknął się z mieszkania na mały plac na tyłach domu.
Na zewnątrz huki były rzecz jasna głośniejsze, ale stojące dookoła budynki zasłaniały wszystko. Tylko przez jedną ze stron nieba przebiegała gruba smuga pomarańczowego światła. Zdeterminowały podszedł do ścian swojego domu i wspiął się na dach. Pożałował, tylko że cybertrońska architektura stosowała tak zwane ślepe piętro, niezależnie od ilości wykorzystywanych kondygnacji, służące jedynie za ładny efekt wizualny z zewnątrz by bloki zdawały się jeszcze większe w tym wielkim świecie. Tak więc mieli dom jednopiętrowy, choć w rzeczywistości mogli korzystać tylko z parteru.
Kiedy już umościł się na dachu z widokiem na rozgrywającą się w mieście usłyszał z dołu natarczywe wołanie.
May stała pod domem i patrzyła na ukochanego z miną wysoce niezadowoloną. Zanim jednak zdążył poprosić ją by wróciła do łóżka ona już cała rozpromieniona pojawiła się nagle u jego boku na dachu. Tak jak on spojrzała w sam środek Tyrest które zajęte zostało przez ogień. Na horyzoncie też raz na jakiś czas dochodziło do silnych wybuchów.
- Dlaczego nie powiedziałeś, że on wrócił?! - powiedziała próbując przekrzyczeć ogłuszający hałas.
- Co? - spojrzał na nią myśląc, że się przesłyszał.
- On wrócił! - znowu krzyknęła - co niby mieliby tak świętować, jeśli nie jego powrót? Po co mieliby przejmować resztki ocalałych miast jeśli nie z jego rozkazu?
Speszony odwrócił wzrok. Uwielbiał w niej tą jej bystrość i szczerość płynącą z czystej wrodzonej dobroci. Wiedział, że sama poskłada te klocki, pewnie domyślała się wszystkiego od początku, ale spodziewał się, że jej ton zabrzmi jak oskarżenie.
- Nie chciałem cię martwić! I nie kłamałem przecież - skruszony znowu złapał jej spojrzenie - Ja to naprawie, May. Ja to wszystko mogę naprawić...
- Jak? - przerwała mu. Zabrzmiało to ostro, bardziej niż chciała a na pewno nie chciała go dobijać kłótnią. Ukrywał to wszystko, żeby ją chronić, zależy mu, żeby było dobrze. A teraz ogląda właśnie jak świat który razem z kompanami uratował z bagna, odmętów pustki, nad którym przelał energon znika spopielony w toni śmierdzącej beznadzieją i potopionymi marzeniami. Poświęcili siebie, by dać takim jak ona ich kraj, ich prawo, ich własny kąt. Teraz, naocznie przegrywają z chodzącą kwintesencją egoizmu i zniszczenia.
- Jak? - spytała jeszcze raz - wiem, że możesz, Smokescreen, możesz tam iść i spróbować. Ale czy potrafisz Smoke?
Na ostatnich słowach załamał się jej głos. Wzbierająca gorycz i rozpacz próbowała ukryć wtulając się w jego metalową klatkę piersiową. Zamknął ją poraź kolejny w uścisku próbując nie myśleć, że jego kochana fembotka cała drży w strachu i że już pogodziła się z sytuacją. Jakby lada moment z nieba miały zlecieć bomby rozrywając dwójkę tulących się samotnie na dachu botów na strzępki.
- Mayvies - wypowiedział jej imię tak poważnym tonem, że roztrzęsiona fembotka niemal natychmiast przestała pochlipywać w jego ramionach - Optimus Primę wybrał mnie na swojego następcę. Na kolejnego Strażnika. Rozumiesz?
Po dłużącej się chwili zadarła głowę, żeby zobaczyć czy jej kochany zawadiacki Smoke jednak nie żartuję. Patrzył przez nią, w jakieś niewidoczne dla niej wspomnienie i twarz miał ściągnięta w taką maskę opanowania, że niemal sama się go przeraziła.
~~~
Całym ciężarem ciała ciężko opierał się o stalowa poręcz. Szklany balkon był z naprawdę grubego szkła, ale nawet myśl, czy kryształowa podłoga wraz z balustradą nie popęka i nie zbije się na milion drobnych odłamków, spadających z siódmego piętra wraz z nim, nie należała do jego najpilniejszych zmartwień. Westchnął ciężko i głośno.
- Miałem nadzieję, że uraz nie będzie sprawiał ci już większego bólu - poważny ton rozległ się za nim tak nagle, że o mało nie stracił równowagi robiąc piruet. Wysoki, szeroki w barkach autobot podszedł do niego i tak jak on omiótł spojrzeniem widok przed balkonem. Miasto pomimo opłakanego stanu wciąż lśniło złotem i raziło blaskiem.
- Jak noga? - Spytał jeszcze raz.
- Nie boli - usprawiedliwił się młody, wracając do swojej pozycji i odwrócił twarz od rozmówcy. Choć staw kolanowy wciąć rwał zmuszając go do odciążania prawej nogi nie miał zamiaru tego po sobie przyznać.
- Będziesz miał dużo czasu, żeby odzyskać sprawność - starszy bot kiwnął głową jakby przejrzał jego zamiary. Świeżo upieczony żołnierz nie silił się na odpowiedź. Zły humor go dusił, wciąż był urażony i rozgoryczony. Tęsknota zżerała go jak rdza podwozie - To ogromny lud szczęścia, Smokescreen. Co, w takim razie uniemożliwia ci radość z niego?
Nadal nie śpieszył się z odpowiedzią.
- Co to za szczęście? - Mruknął po minionej wieczności. Zrobił pauzę jakby chciał coś jeszcze dodać, ale zdobył się tylko na kolejne westchnięcie.
Optimus Primę widząc nieszczęśliwa minę młodzika zlustrował otoczenie i zdecydował się zejść z oficjalnego tonu.
- Smokescreen - Zwrócił się cicho, tonem lekkim i z troską, ale ten wciąż unikał kontaktu - Wiem, że miałeś inne plany. Jednak przecież ucieczka wyszła ci spontanicznie, twoje miejsce jest tutaj...
- Tutaj - Warknął młody - W piwnicy z kurzem i starcem, który nawet nie wie co to tuning.
- Alphatrion nie zasłużył sobie niczym na twoją nienawiść - Zauważył starszy - Nie traktuj go... w ten sposób. To moja wina...
- Owszem - Młody wszedł mu w zdanie - To ty miałeś mnie uczyć, obiecałeś!
- Przykro mi. Ale Staruszek nauczy cię więcej, nauczy cię lepszych i mądrych rzeczy. Ze mną tylko byś się nauczył walczyć...
- Ale ja chcę walczyć. Powinienem walczyć, iść na front jak moi przyjaciele! Powinienem - Zachłysnął się na chwilę - Powinienem lecieć z nią...
Primę położył obie dłonie na poręczy i ścisnął mocno.
Wyglądał jakby toczył jakąś wewnętrzną walkę. Ale jego w tej chwili to nie obchodziło. Wszystko, nad czym pracował, co osiągnął będzie przekreślone praca w archiwum. W archiwum!
- Wiem, że tego byś chciał. Nie zdecydowałem, jednak że ukończysz Akademię po ty, abyś dokończył moją pracę. Wojna to moja praca. Ty, chłopcze, wykonasz o wiele lepszą. Wiem, że wszystko naprawisz - Wwiercał spojrzenie w młodego żołnierza, ale nie uzyskał odpowiedzi - To dobre życie, Smokescreen.
Smokescreen pokręcił głową z bezradności.
- Chodzi o tą fembotke? - Zapytał Prime i uniósł jedną brew - Smokescreen, będziesz Primem i będziesz miał setki takich feme.
Zdawało mu się czy starszemu na końcówce głos się załamał? Zdawało, Optimusowi nie wkradłby się błąd w manierę.
- Ta była wyjątkowa! - warknął Smoke, którego uwaga bardzo zabolała.
Wtedy widział go poraz ostatni. Tylko świeże plotki i bieżące informacje o stanie wojennym przynosiły mu wieści o sukcesach i porażkach niedoszłego nauczyciela. Dopiero gdy trafił na Ziemię zobaczył go pierwszy raz od tysiącleci, było to tak niespodziewane, że nawet onieśmielenie jego osobą nie było udawane. O samym dziedzictwie praktycznie nie rozmawiali ani w skamieniałej bazie, ani po tym, jak uratował mu życie, przedłużył je...? Z wyjątkiem nielicznych "czy to nadal aktualne?", "nie jestem gotów" i "nie ma takiej potrzeby".
Teraz był pewien, że jest taka potrzeba...
~~~
Otworzyła buzię, ale natychmiast ją zamknęła. Smoke doskonale wiedział jakie pytania cisną się na jej drobne usta więc brnął dalej.
- Jeszcze, kiedy wojna na Cybertronie trwała w najlepsze. Wiedział, że Matryca wybierze mnie i zadbałby mnie do tej roli przygotowano. Na Ziemi, kiedy i tam walki osiągnęły szczyt a Optimus... Optimus został śmiertelnie ranny i gotów był oddać mi insygnium przywództwa.
- Przecież walczył tutaj... z Megatronem. Oddał swoje światło i swoje ciało poświęcając się dla ojczystego globu. Oddał życie w Studni. Tak mówiłeś - wyszeptała coraz bardziej skołowana. Wiedziała, że Smokescreen dzieli się z nią największym sekretem, czymś mistycznym co przyprawiało o zawroty głowy, ale czuł też jak te wiadomości uwalniają jakąś żywą energię, eksplozję iskierek. Nadzieję.
- I wszyscy byliśmy świecie przekonani, że zgodnie z jego ostatnimi słowami, Matryca Przywódca przepadła razem z nim - bot jakby otrząsnął się z tej aury, którą roztoczył i teraz pełni przytomny, z uczuciem spojrzał na partnerkę - Dla mnie to był zamknięty rozdział, Mayi. Kiedy... odkąd cię odnalazłem żadna z tamtych rzeczy nie ma znaczenia.
Otworzyła buzię, ale natychmiast ją zamknęła. Smoke doskonale wiedział jakie pytania cisną się na jej drobne usta więc brnął dalej.
- Jeszcze, kiedy wojna na Cybertronie trwała w najlepsze. Wiedział, że Matryca wybierze mnie i zadbałby mnie do tej roli przygotowano. Na Ziemi, kiedy i tam walki osiągnęły szczyt a Optimus... Optimus został śmiertelnie ranny i gotów był oddać mi insygnium przywództwa.
- Przecież walczył tutaj... z Megatronem. Oddał swoje światło i swoje ciało poświęcając się dla ojczystego globu. Oddał życie w Studni. Tak mówiłeś - wyszeptała coraz bardziej skołowana. Wiedziała, że Smokescreen dzieli się z nią największym sekretem, czymś mistycznym co przyprawiało o zawroty głowy, ale czuł też jak te wiadomości uwalniają jakąś żywą energię, eksplozję iskierek. Nadzieję.
- I wszyscy byliśmy świecie przekonani, że zgodnie z jego ostatnimi słowami, Matryca Przywódca przepadła razem z nim - bot jakby otrząsnął się z tej aury, którą roztoczył i teraz pełni przytomny, z uczuciem spojrzał na partnerkę - Dla mnie to był zamknięty rozdział, Mayi. Kiedy... odkąd cię odnalazłem żadna z tamtych rzeczy nie ma znaczenia.