Przed nim wznosil się
typowy w cybertronskiej architekturze blokowiec. Prostokatna budowla
ciagnela sie prostopadle do ulicy i podzielona byla na cztery kwadraty
robiace za pojedyncze, jednorodzinne domostwa.
Szedl
powoli szerokim chodnikiem az znalazl szczegolnie wyrozniajacy sie
domek. Pod drzwi, tak jak i u sasiadow, prowadzily niskie schody. Front
budynku byl wyjatkowo lsniacy, dach zalatany i Bulkhead doskonale zdawal
sobie sprawe ze dom mial wszystkie cztery sciany.
Stanal na ostatnich schodach i mocno zastukal w stalowe tworzywo drzwi
***
Mocne miarowe uderzenia wyrwaly ja z letargu. Do tej pory spokojnie drzemala na sofie w salonie lub gladzila platki kwiecia.
Zazwyczaj
kiedy Smokie wychodzil do pracy w gornictwie, ona wylegiwala sie w
mieszkaniu, w ktorym zreszta prace remontowe nijako stanely. Jednak
dzisiaj wrocila wyczerpana z Centrum gdzie pomagala opatrywac nowych
rannych. Niecale poltorej tygodnia temu i przez ostatnie dwie doby
decepticony nie szczedzily sil na terroryzowaniu spolecznosci Tyrest.
Teraz
zdenerwowana podniosla sie z mebla i wpatrywala w korytarz w ktorym
znikaly drzwi wejsciowe. Pukanie sie powtorzylo. Kogo nioslo? Ive
zabraklo rak do pracy? Srodkow?
Ruszyla wiec
do wejscia probujac ominac gole kable ciagnace sie po podlodze wzdol
sciany. Tylko dlatego ze polmrok tworzony przez lsnienie pekow adaw
tworzyl klimat nie poganiala smoka z montowaniem oswietlenia i energi w
domu. Zatrzymala sie przed malym panelem-wizjerem ktory bot tak
wspanialomyslnie naprawil.
Niespodziewala sie
ze w oknie usmiechnie sie do niej szeroka geba nalezaca do starszego,
szerokiego bota z czerwona insygnia na zielonej piersi.
Autobot
Odruchowo
cofnela sie, zaslaniajac reka usta i az podskoczyla kiedy dudnienie sie
powtorzylo. Smokescreen jasno dal jej do zrozumienia ze ma nie otwierac
obcym. I Autobotom, choc ona i tak zaznaczyla ze nie zna jego kolegow.
Dziwila sie tylko czy partner bardziej dbal o jej bezpieczrnstwoo czy
poprostu tylko z jemu znanych powodow chcial zachowac jej istnienie
przed znajomymi.
Patrzyla jak zrezygnowany schodzi po schodach i z ugla wycofala sie. Zapominajac o pokreconym balaganie.
W
moment zaplata sie o okablowanie, wywracajac sie na sciane i kiedy juz
efektownie padla tylem na podloge pociagnela stopa kolejny kabel ktory
ladnie przewrocil lampy stojace w rogu konczacym korytarz a te robiac
jeszcze wieksze widowisko spadly z hukiem na blaty zbijajac przy tym
szklane fiolki i karafki. Donośny huk rozlał się echem po całym mieszkaniu. Iskra zaczęła jej bic jak szalona. "Czy nieznajomy usłyszał, ten hałas?
Niezdara! Oczywiście, że usłyszał! Chyba, że jest głuchy, w co Mavy jednak mocno wątpiła.
Zza drzwi znowu dopieglo pukanie.
***
Bulk podrapal sie chwile pod broda.
Rumor z wnetrza domu zabrzmial tak nagle i tak groznie ze nie mogl nie wrocic pod drzwi.
Te podluzszej chwili rozsunely sie gladko w bok i w przejsciu stanela drobna fembotka.
Jego mina musiala w tej chwili wygladac wyjatkowo przyglupio bo fembotka przywowala znaleźć Smoke'a. usmiech.
- Moge w czyms pomoc?
-
Tak... Nie... Tak... - dukal przez chwile mierzac obca. Nie wysoka,
zgrabna. Bez kol, skrzydel wiec i bez wehikulu. Czarne druciki okalajace
twarz uciete na krotko i uplecione w warkocz opadajacy na ramie w
grafitowym kolorze, caly pancerz, primitywnie zabudowany miala w
graficie - Szukam Smokescreena
Powiedzial w
koncu. Obca rozejrzala sie nerwowo wzdloz ulicy jakby szukajac ratunku i
nie spieszac sie z odpowiedzia jakby zastanawiala sie ktora wersje
wybrac.
- W porzadku - usmiechnal sie milo.
Miko zawsze powtarzala ze ma golebie serce, brutal ale w sercu bardzo
empatyczny i wrazliwiec - Znamy sie jak kuse psy a ostatnio nie daje znaku zycia. Wiesz gdzie go znajde?
- Wiem Yhm ... - mruknęła powiedziala roztargniona i przygryzla warge - Nie ma go. Ale chyba wiem, gdzie możesz go znaleźć.
Kojarzyła stojącego przednią olbrzyma z opowieści Smkoe'a.
- Bulkad? - zapytała zielonego bota, próbują przypomnieć sobie jego imię.
- Bulcked - poprawił ją i uśmiechnął sie nieznaczne.
- Ach tak... - powiedziała ciągle jakby zamyślona. Zastanawiała się czy zaprowadzić owego bota do Smokescreena. Ostatnio wrócił bardzo zły, wręcz wściekły z narady jego drużyny. Przez myśl przemknął jej obraz karoseri Smoke'a z pustym miejscem po środku klatki piersiowej, bez insygni Autobotów. Jeśli miała szansę naprawić cała tą sytuację to nadeszła ona teraz i przyszedł czas żeby ją wykorzystać.
Zielony przybysz przestąpił niepewnie z nogi na nogę.
- Jeśli przyszedłem nie w porę to przekaż tylko Smokescreenowi, że byłem i żeby się odezwał - Już miał zamiar schodzić ze stopni, gdy fembotka zatrzymała go.
- Zaczekaj! Jeśli chcesz możemy pójść razem. Zaprowadzę cię do niego - zdenerwowanie i niepewność znikły bez śladu. - A tak przy okazji, jestem Mayvis.
Szli między zniszczonymi budynkami, niedgdyś piękne cybertrońskie konstrukcje, dziś tylko sterta rdzewiejąvego metalu i powyginanych drutów. Gdzieniegdzie tylko ostały się większe części infrastruktury, mgliście przypominające czasy świetność planety. Niestety wszystko zniszczyła wojna, a to co zostało zrównały z ziemią niedawne ataki Decepticonów.
- Co za ponure miejsce - skomentował Bulcked.
- Mniej więcej tak teraz wygląda cały Cybertron - odparła Mayvis.
- W innych częściach przynajmniej jest życie, a tu... nic kompletna cisza.
Fembotka zaskocona słowami swojego niedawnopozananego towarzysza przystanęła w miejscu. Wcześniej nie zwróciła na to uwagia, ale zielony kolega Smokescreena miał rację. W tym miejscu nie było niczego, jakby całe życie wymarło w tym sektorze eony temu. Tutaj panowała cisza, nie ta kojąca lecz zimna i grobowa. Taka przy której robot zaczyna się czuć nieswojo.
- Lepij stąd znikajmy - zasugerował Bulcked. - Takie miejsca zawsze mi śmierdzą półapkami Decepticonów.
Po wypowiedzeniu tych słów rozejrzał się podejrzliwie dookoła jakby chciał prześwietlić gruzy optyką.
Mayvis przyjrzała się uwarznie walącemu się budynkowi przed nimi i uniosła hardo głowę.
- Tędy - zakomenderowała i wskazała pokaźną dziurę.
Całe szczęście, że (tu imię jej przyjaciółki, nie wiem czy ma to być jakaś fema z kolonii więc zostwiam to do naszego rozmninienia xP ) powiedziała jej gdzie przebywał Smokescreem, w innym razie szukali by go go nocy.
Po pokonsniu przeszkody, która lada moment mogła im się zwalić na głowę ujrzeli grupę botów uwijających sie jak w ukropie przy rozbiórce jakiejś równie podejrzanej budowli, jak ta za plecami Mayvis i Bulcka. A wśród nich stał Smokescreen ładując na sanie repulsorowe kawały metalu.
***
- Uwaga tam! - Krzyk przedarl sie przez zgielk panujacy na placu i wszyscy ostrzezeni naprezyli sie w nadludzkim wysilku czujac jak stalowe lini rwa im sie z rak.
Smokescreen tak
jak i jego trzej kompani za plecami zaparl sie o ziemie i zaczal
ciagnac line oraz popuszczac ja wedlug wyraznych wskazowek kierownika,
wszystko po to by wyrownac platforme z ciezkim zaladunkiem i bezpiecznie
odstawic cenny material ktory nim byl. Kiedy juz odzkyskali kontrole
nad sytuacja, kilka innych botow podeszlo do platformy asekurujac ja a
kiedy opadla na bale wszyscy zabrali sie do przeladunku. Kojarzyła stojącego przednią olbrzyma z opowieści Smkoe'a.
- Bulkad? - zapytała zielonego bota, próbują przypomnieć sobie jego imię.
- Bulcked - poprawił ją i uśmiechnął sie nieznaczne.
- Ach tak... - powiedziała ciągle jakby zamyślona. Zastanawiała się czy zaprowadzić owego bota do Smokescreena. Ostatnio wrócił bardzo zły, wręcz wściekły z narady jego drużyny. Przez myśl przemknął jej obraz karoseri Smoke'a z pustym miejscem po środku klatki piersiowej, bez insygni Autobotów. Jeśli miała szansę naprawić cała tą sytuację to nadeszła ona teraz i przyszedł czas żeby ją wykorzystać.
Zielony przybysz przestąpił niepewnie z nogi na nogę.
- Jeśli przyszedłem nie w porę to przekaż tylko Smokescreenowi, że byłem i żeby się odezwał - Już miał zamiar schodzić ze stopni, gdy fembotka zatrzymała go.
- Zaczekaj! Jeśli chcesz możemy pójść razem. Zaprowadzę cię do niego - zdenerwowanie i niepewność znikły bez śladu. - A tak przy okazji, jestem Mayvis.
Szli między zniszczonymi budynkami, niedgdyś piękne cybertrońskie konstrukcje, dziś tylko sterta rdzewiejąvego metalu i powyginanych drutów. Gdzieniegdzie tylko ostały się większe części infrastruktury, mgliście przypominające czasy świetność planety. Niestety wszystko zniszczyła wojna, a to co zostało zrównały z ziemią niedawne ataki Decepticonów.
- Co za ponure miejsce - skomentował Bulcked.
- Mniej więcej tak teraz wygląda cały Cybertron - odparła Mayvis.
- W innych częściach przynajmniej jest życie, a tu... nic kompletna cisza.
Fembotka zaskocona słowami swojego niedawnopozananego towarzysza przystanęła w miejscu. Wcześniej nie zwróciła na to uwagia, ale zielony kolega Smokescreena miał rację. W tym miejscu nie było niczego, jakby całe życie wymarło w tym sektorze eony temu. Tutaj panowała cisza, nie ta kojąca lecz zimna i grobowa. Taka przy której robot zaczyna się czuć nieswojo.
- Lepij stąd znikajmy - zasugerował Bulcked. - Takie miejsca zawsze mi śmierdzą półapkami Decepticonów.
Po wypowiedzeniu tych słów rozejrzał się podejrzliwie dookoła jakby chciał prześwietlić gruzy optyką.
Mayvis przyjrzała się uwarznie walącemu się budynkowi przed nimi i uniosła hardo głowę.
- Tędy - zakomenderowała i wskazała pokaźną dziurę.
Całe szczęście, że (tu imię jej przyjaciółki, nie wiem czy ma to być jakaś fema z kolonii więc zostwiam to do naszego rozmninienia xP ) powiedziała jej gdzie przebywał Smokescreem, w innym razie szukali by go go nocy.
Po pokonsniu przeszkody, która lada moment mogła im się zwalić na głowę ujrzeli grupę botów uwijających sie jak w ukropie przy rozbiórce jakiejś równie podejrzanej budowli, jak ta za plecami Mayvis i Bulcka. A wśród nich stał Smokescreen ładując na sanie repulsorowe kawały metalu.
***
- Uwaga tam! - Krzyk przedarl sie przez zgielk panujacy na placu i wszyscy ostrzezeni naprezyli sie w nadludzkim wysilku czujac jak stalowe lini rwa im sie z rak.
Mlody bot odplatal stalowe wlokno uwalniajac pocharatane palce. Ciecia i opdarcia u rak i palacy niczym ogien bol miesni nog i plecow pod pancerzem dawaly mu znak o miejscach o ktorych wczesniej nie mial pojecia. Nie mniej byl cholernie szczesliwy, praca dawala mu sporo satysfacji a zmeczenie motywowalo do kolejnych zadan za ktore ochoczo sie zabieral.
Przeciagnal sie jak kot i kiedy cos chrupnelo mu w adamantiowym krzyzu, ochoczo ruszyl do zdejmowania zaladowanych plyt konstrukcji.
- Pomoz mi - jeden bot klepnal
go w ramie i razem szarpneli pozostalosc z niegdys okazalej budowli..
Smoke wzial jedna strone i syknal gdy jej zaostrzona kanty wbily mu sie w
palce. Razem z szaroniebieskim ciezko ruszyli do sani. Byli prawie u
celu kiedy wszyscy obecni wyraznie zaczeli sie denerwowac. Mimo ze
nieliczni probowali niedopuscic do siania paniki i tak kilku
cybertronczykow zaxzeo sie sliesznie przemieszczc, wielu zywo
dyslutowalo i wyraznie wszytkim udzielil sie stres.
- Co sie dzieje? - Smoke krzyknal do Cybertronczyka ktory mijal ich szybkim krokiem.
- Decepty?! - Zapytal drugi, szaroniebieski.
- Autobot!
-
To, czego panikujecie? - Sapnal Smoke marszczac brwi. Przestraszony bot
machnal rekami i szybko oddalil sie w przeciwnym do potencjalnego
zagrozenia kierunku. Mlody spojrzal na towrzysza ktory w odpowiedzi
wzruszyl ramionami.
Widac, jego niezbyt
przerazala wizja wizyty autobota ale Smokescreen... Czul ze zepsuje mu
to caly dzien. Inni na budowie rowniez zdawali sie byc niezadowolynimi
z wizyty bota. Mlody przebil speszony tlum zwrokiem kierujac spojrzenie
tam gdzie inni pokazywali sobie palcami poteznego zielonego
transformersa. Widok Bulka akurat w tym miejscu przestal mlodego dosc
szybko dziwic... O ile przyslal go UltraMagnus to zrobil to po to zeby
doswiadczony inzynier skontrolowal sytucje... Albo zolnierz cywilow...
Natomiast
o palpitacje iskry przyprawila go drobna, grafitowa i bolenie znajoma
postqc fembotki idaca dziarsko u boku Bulka. Smoke szerzej otworzyl
optyki o maly drut nie upuszczajac stali na stopy kolegow. Ogromntym
wysilkiem woli pomogl ja odstawic i ruszyl do Mayvies.
Poczul wyrazne zdenerwowanie kiedy wytykali i ja, szepcac o tym do czego i dlaczego towarzyszy botowi.
Czul
przy tym gniew bo to jemu nalezaly by sie cegi za takie...kontakty.
Mayvies absolutnie nie ma z tym nic wspolnego! Ale tutaj, bez frakcji,
traktowali go jak jednego ze swoich, sąsadzia i przyjaciela. Przewrocil
wiec oczami zdenerwowany wyborem pomiedzy podbiegnieciem do ukochanej w
towarzystwie olbrzyma a zaczekaniem na rozwoj wydarzen. Oczywiscie nie
podjal decyzji bo w moment partnerka rzucila sie sprintem i zaraz
uwiesila na jego szyi. Mimowlnie usmiechnal sie i objal ja w talii
sciskajac lekko.
- Mialas nikogo nie wpuszczac - szepnal szarmancko do jej audioreceptora - Do mieszkania...
-
Jak ci opowiem to mnie zabijesz - odszepnelo w jego czujnik sluchu a
jej cialo zawibrowalo od duszonego smiechu. W tym czasie wrecker
doczlapal do stojacej na srodku pary i Smoke odstawil ukochana na
ziemie, dopiero orientujac sie sa... Sami, w trojke. Wszyscy odeszli
zachowujac dystans ale wciaz rzucajc ukradkowe ciekawskie i wscibkie
spojrzenia, ciekawi kzdego wymienionego zdania.
- Mozemy porozmawiac, mlody? - Zapytal zielony - Musimy obgadac kilka spraw...
May wyczuwajac nieswoje samopoczucie smoka scisnela jego dlon.
- Bulk chcial tylko pogadac...
-
Tak. Wiem... Nie mamy o czym - odpowiedzial i odwrocil sie ciagnac przy
tym fembotke za soba. Ta odwrocila sie do Bulka i wzruszyla ramionami w
gecie przeprisin ale on juz ruszyl wslad za granatowym.
- Musimy pogadac, smoke. Teraz. - Omiotl plac zwrokiem - W cztery oczy?
Smoke
zwolnil az w koncu stanal, femma wyszarpnela reke z jego uscisku. Czemu
sie tak zachowywal? Naprwe nie byl juz autobotem, zolnierzem ani...ich
przyjacielem. Nie powinien prowadzic prowazic tej konwersacji ale
przeciez noe mial nic do urycia...
- Mozemy porozmawiac tutaj, jestem pewien ze nue ma powofu niczego zatajac przed obywatelami w a s z e g o Cybertronu...
- Smokescreen. Wolalbym na osobonisci... Nie wszyscy musza wszystko wiedziec...
- Smokescreen! - Zawolal mloego jasnofioletowy bot z czarnymi wstawkami - Pomoz przy nawierzchn!
Smoke pokiwal glowa
- Widzisz? Mam robote. Pogadamy... Kiedy indziej.
Chcial dalej ruszyc ale May uzyla clego zapasu sil zeby go powstrzymac. Bulk juz otworzyl usta ale weszla mu w zdanie
-
Sluchaj no! - Pacnela partnera w srodek klatki piersiowej - Narazilam
zycie, zeby choc troche naprostowac ci swiatopoglad. Narazilam zycie,
zeby przyprowadzic go tutaj. I narazilam zycie w ogole otwierajac mu
drzwi - zrobila obrazona minke wyginajac kaciki ust w podkowke -
Docenilbys to, wiesz?
Smoke popatrzyl na nia
z politowaniem. Byl cholernie ciekawy c o zawyzlo nad jej decyzja ale
nie moal ochoty dluzej ciagnac tej farsy. Dlaczego oni musza wszystko
psuc?
Odwrocil sie do fioletowoczarnego bota
i ruszyl za nim do usterki. W nawierzchni drogi ziala wypalona i
poszarpana dziura, efekt jakiejs zapewne widowiskowej detonacji. Mlody
zwinnie wskoczyl do srodka i czekal na narzedzia. Doszedl do wniosku ze
May napewno zostanie tutaj z nim i wieczorem razem wroca do domu. Co do
Bulka to mial nadzieje, ze sobie w koncu pojdzie. Jakze zludna, na
granatowego padl duzy cien i ten spojrzal w gore na bota stojacego na
skarpie.
- Pogadajmy, u ciebie w domu.
- Mozemy pogadac tutaj - warknal
- Nie. Wiem o czym myslisz i i tak uwazam ze musimy to zalatwic miedzy soba.
Smoke
odwrocil sie do towarzyszy pracy i poslal im blagalne spojrzenia, niech
jasno fioletowy wstawi sie za nim jeszcze jeden raz!
Ale on tylko machnal reka, jak Jack ktory pozbyeal sie natretnego pustynnego owada, dajac tym samym znak ze mlody jest wolny. Bulk usmiechnal sie szeroko chociaz wiedzial ze uszlo mu to tylko ze wzgledu na frakcje. Nie mniej smucil go troche fakt ze cywile wyraznie unikaja autobotow... Podal mlodemu dlon i wciagnal na gore. Mlody westchnal cierpietniczo i powlokl sie w strone z ktorej zielony przyszedl, po drodze jakby odniechcenia obejmujac mloda fembotke w talii. Bulkhed nie mogl sie pozbyc wrazenia silnej czulosci jaka emanowala ta dwojka. Dolaczyl do nich.
Ale on tylko machnal reka, jak Jack ktory pozbyeal sie natretnego pustynnego owada, dajac tym samym znak ze mlody jest wolny. Bulk usmiechnal sie szeroko chociaz wiedzial ze uszlo mu to tylko ze wzgledu na frakcje. Nie mniej smucil go troche fakt ze cywile wyraznie unikaja autobotow... Podal mlodemu dlon i wciagnal na gore. Mlody westchnal cierpietniczo i powlokl sie w strone z ktorej zielony przyszedl, po drodze jakby odniechcenia obejmujac mloda fembotke w talii. Bulkhed nie mogl sie pozbyc wrazenia silnej czulosci jaka emanowala ta dwojka. Dolaczyl do nich.
***
Smoke zapatrzył się w ścianę przytłoczony widzianymi scenami. On, jego koledzy, boty skrobiące ściany w nadziei na mały kruszec.
Nienawiść, strach, chęć zwycięstwa. Przetrwania.
- Wiesz że bumblebee doskonale zdaje sobie sprawę z nowych bogatych w surowiec kopalni? I że on wie które z nich dewastują decepticony? - Zapytał znów patrząc na zielonego.
- Tak ale...
- A czy on, rachet czy w ogóle którekolwiek z was ma zielone pojęcie co się w tych kopalniach dzieje?! Oczywiście że nic o tym nie wiecie! Bo siedzicie na tyłkach zamiast zainteresować się losem ściągniętych uchodźców! - z każdym zdaniem podnosił głos podkreślany gwałtownymi gestami - nie ustaliliście żadnego ustroju, żadnej gospodarki...żadnego wymiaru kary czy służby! Nic poza kolejnymi szpitalami i klinikami! A oni się tam zabijają o najmniejszą kruszynę energonu. I do tego są terroryzowani przez cony a wy nic z tym nie robicie, zamiast reakcji siedzicie nad tym głupim stołem i gracie w chińczyka pewni że lada chwila wymyślicie jakiś wspaniałomyślny plan wysadzenia ich wszystkich w jednym miejscu!
Odsapnął dopiero gdy May pogłaskała go po ramieniu ale nawet jej kojący gest nie obniżył mu ciśnienia. Bulk z kolei wpatrywał się w niego jak w łysy drążek hamulca który pojawił się znikąd, zaskoczony wybuchem młodego.
- Młody! Widać że nie uważałeś na lekcjach. Jeśli myślisz że dokładne zaplanowanie ataku jest takie proste to tylko pokazujesz swoje dzecinne podejście...
- No jasne - prychnął w odpowiedzi i zaczął wyliczać na palcach - Bo przecież napewno musicie brać pod uwagę życie dziesiątek niewinnich żołnierzy, zapasy broni i paliwa, uwzględnić położenie terenu i najlepsze perspektywy walki, może jeszcze, nie wiem, podkład muzyczny?!
Wiedział że bulk mu nie odpowie, on tylko rozwalał.
- Bulk, powinniście popatrzeć na cybertronczykow. Naprawdę popatrzeć. Mam wrażenie że ich los was w ogóle nie obchodzi a przecież to o ich dom chcecie walczyć!
- Oczywiście że nie obchodzi! - Delikatny głos may wtrącił się do rozmowy - wczoraj w centrum Tyrest znowu doszło do pożarów i napaści. Decepticony uciekły po kanałach i zostawiły tylko płomienie i rannych. A czy któryś z legendarnych autobotow pojawił się na miejscu? Nie! Sami radziliśmy sobie z ogniem i nakładaniem lat.
- Mayvies... - Zaczął smoke widząc jak jej buzia wykrzywia się od gniewu.
- No co? Co? Wiem że tam nie jest bezpiecznie ale jak mam cały czas siedzieć w mieszkaniu? Tam przexciez są boty które znam! Znajomi i sąsiedzi, nie mogę się tak poprostu kryć kiedy cierpią... - Dodała cicho a smoke nie mógł się powstrzymać od przytulenia jej.
- Takich sytuacji jest pełno - zaczął bulk - nie możemy być wszędzie, rachet i tak nie narzeka na ilość pacjentów.
- a byliście chociaż w jednym miejscu? - Naskoczył granatowy
- Mówiłem już nie mamy czasu! - Odpyskował whrecker
- Oczywiście...
- Ty wiesz, Arcee miała rację. Ta rozmowa nie ma sensu.
- Oczywiście że nie ma! - Krzyknęła may - Wy chcecie walczyć. Smoke nie. I trzy czwarte kolonistów też tego nie chce!
Poczym wstała z siedzenia i po chwili zniknęła za drzwiami sypialni.
Że smokrscreena jakby uleciała cała energia. Zmęczony przetarł palcami twarz gdy usłyszał dużego
- Ona przynajmniej jest szczera, nie to co ty - zielony skrzyżował spojrzenie z młodym - Nie powiedziałeś nam o swojej nowej dziewczynie - zrobił wymowną pauzę - Ani o matrycy.
- Optimus prosił by to zostało między nami - przerwał mu - Myślałem że kiedy już odzyskaliśmy Cybertron i nic nie wskazywało na porażkę to zdradzenie tego nie będzie już miało większego znaczenia. Oczywiście nie zrobiłbym tego gdydym wiedział że Bumblebee zachowa się jak zwykły zazdrośnik!
- Nie dziw się. Z optimusem byli bardzo blisko...
- A ja to niby nie?! - krzyknął rozloszczony. Widząc jak mina bulkheada zmienia się ze zdziwienia do podejrzliwości pożałował że dał się tak łatwo sprowokować.
- Matryca to wszystko co by mu po nim zostało - zielony powiedział powoli - Gdyby sprawy potoczyły się inaczej...
Smokescreen prychnął w odpowiedzi.
- Jakie sprawy? Matryca to nie pamiątka rodzinna! To wolny, potężny artefakt. Bumblebee nie ma żadnego prawa przywłaszczać jej sobie. Ani traktować mnie jak złodzieja!
- Gdybyś od początku był z nami szczery nie musiałby!
- Szczery? No proszę! Tak jakbym musiał wam się ze wszystkiego spowiadać! - warknął - Przypomnę ci tylko że zachowanie w tajemnicy tożsamości nowego strażnika leży w interesie żyjącego Prima. Tak więc, Optimus nie tylko o to zadbał ale też miał ku temu powody!
- Naprawdę? Dlaczego miałby ukrywać przed nami coś takiego?
Smokescreen musiał porządnie ochłonąć, oczyścić umysł żeby nie dać się znów wytrącić z równowagi.
- Jakie to ma znaczenie? Optimus przecież wszystko nam ładnie objaśnił - odpowiedział w końcu przywołując sztuczny uśmiech - Matryca przepadła razem z nim. Koniec gry.
Przez przedłużającą się chwilę bili się spojrzeniem. W końcu zielony pokręcił głową ze smutkiem.
- Ciągle coś ukrywasz. Nie wiem, może rachet albo sam bee wymyślą co z tobą zrobić.
- Niczego nie ukrywam - skłamał gładko - chce tylko jakoś zapobiec przelewowi energonu.
Kiedy zielony bot nie odpowiedział ciągnął dalej.
- Odpowiedz bulk, tylko szczerze! Czy naprawdę nigdy nie zastanawiałeś się żeby załatwić ten konfilkt inaczej? Dyplomatycznie? Bez wojny, broni, bez gaśnięcia? Żeby zawrzeć pokój między nami?
- Nami? - Spytał retorycznie kwitując to rechotem - Decepticony to podłe wyrzutki, ofiary losu! Chcą tylko mordu i władzy. Zniszczenia. Takim nie przemówisz do rozsądku! Czym, dyplomacją?
Kolejny rechot. Młody bot który skrzywił nieco na same słowo "wyrzutki". Przecież wszyscy jesteśmy tej samej rasy.
- Smokescreen, Optimus był w tym naprawdę dobry. I jak to się mówi, miał złote serce. Naprawdę myślisz że przez tyle lat, nigdy nie próbował dojść do porozumienia?
- Może nie? Może nigdy nie próbował? Może nigdy tak naprawdę nie chciał albo nie potrafił?
- Nie próbował? Dzieciaku na własne oczy widziałem jak podał sobie z wiadroglowym rękę! Potrafiłby osła przekonać gdyby zaszła taka potrzeba.
- Więc z Megatronem można dojść do porozumienia... - mruknął cicho zagapiając się w ścianę. Nie wiedział jeszcze jaki nadać temu kształt ani skąd ale czuł że gdzieś zaczyna mu się kluć jakiś koncept...
- Smoke? Smokescreen! - Huknął zielony, zaskoczony młody spojrzał na rozmówcę - Nie mam pojęcia co rodzi się w tym twoim młodym łebku ale nikt nie chce żebyś zrobił jakaś głupotę.
- Ja? - Skrzywił się brzydko - To wy chcecie iść na czołówkę z setką wroga.
- Może ale dawaliśmy już sobie radę z większą hordą - odparł bulk krzyżując pięści poczym ciężka podniósł się do pionu - Zadzwoń jak zmienisz zdanie iczej ominie cię zabawa.
Smoke również się podniósł i odprowadził gościa pod drzwi. Zanim je za zielonym zamknął powiedział głośno
- Nie zmienię zdania.
***
***
Smokescreen...
Smokescreen...Każdą kolejną głoskę jego imienia podkreślały rozbłyski bieli. Oślepiające światło zakryło w końcu skaczący obraz, zalewajac jego pole widzenia.
Eter zdawał sie napierac na niego swoją lepką ale wciaz nienamacalną masa. Strach przed utonieciem wzial górę i ruszył przed siebie jakby uciekal przed samą żywą ściana ognia, choc w przestrzeni wyraznie doskwieral mu chłod.
Zwiekszyl obroty i mimo wrazenia że biegnie w miejscu juz po chwili z impetem zderzyl się z przeszkoda. Biala...a moze przezroczystą?
Sciana zniknela rownie szybko jak się pojawila a on upadl na kolana by rownie szybko jak przypadek ściany stracic grunt pod nogami.
Czern zderzyla sie z biela i zaczela go pochlaniac jakby od eonow nie żlopala oleju...
Stan nieważkosci przyprawial go o mdlosci i kiedy już prawie zaczał modlic się do Primusa o zatrzymanie tej szalonej jazdy dopiero pojal ze to tylko sen.
Kolejny. Pieprzony. Sen.
Zaczal napierac na Czern, szarpac i drapac w desperackiej probie obudzenia się.
Pomyślal o słodkiej twarzyczce May leżacej spokojnie w objeciach Morfeusza.
W jego ramionach.
I błyskawicznie walnąl calym cialem o twarda nawierzchnie. Sila uderzenia momentalnie go ogluszyla a tloki... (odkrylam ze mam niejaki problem z nieopisywaniem robotow jako robotow - dlatego niektorych opowiesci na wattcie wrecz zazdroszcze)
Półprzytomny wstał i zabral się za intesywnie pocieranie prawego barku ktory najmocniej ucierpial w bliskim spotkaniu z podloga. Przerzucił więc uwagę z promieniujacego bolu na swiatelko w tunelu ktore rozbryslo jakby znikad.
Z wciąż czarnej przestrzeni wydobyla się ciemna niebieska mgła ktora jasniala i zmieniala tonacje im bardziej zblizal sie do Światla.
W koncu zamglenie uzyskalo przejzysta barwe lekkiego cyjanu i błekitu i z gracją zaczelo oplywac postument zdobiacy SamSrodekTegoNiczego. Smokescreenowi przyszly na mysl bialawe puchate obłoczki, owce albo chmury płynące po ziemskim niebosklonie. Albo rozowa wate cukrowa upierdliwie oblepiajaca palce, zamsz siedzen i deske rozdzielcza...
Taką delikatnoscia wyroznialo się ow podwyzszenie i tylko to ostatnie skojarzenie powstrzymalo go od ciekawskiego dotknięcia chmurkowej postaci kolumny.
Smokescreen...Smokescreen...
Wzdrygnal sie gdy szepty przypomnialy o sobie jeszcze bardziej nachalnym i syczacym tonem. Kolejne wspomnienie wypelnilo mysli Smokea, gniazdo zmij i bialy czlowiek bez nosa z kina samochodowego. Jednak przez rozjuszone glosy przebijal sie szum jakby w poblizu wartko plynela woda.
Smokescreen odwrocil sie probojac jak najwiecej dostrzec w polmrok ale nim zdazyl sie czemukolwiek przyjrzec w polmroku, postument znow przykul jego uwage.
Smokescreen!... Smokescreen!...
Glosy w koncu zaczely krzyczec, jakby znudzone jego bezczynnoscia a juz pochwili recytowaly cos w obcym dialekcie.
Teraz juz pamietal. Niezmieniony element kazdego ze snow.
Zaczela opanowywac go nieznosna ekstytacja i to zaczelo go tez przerazac.
Nad postumentem rozblyslo i zagrzmialo, chmurkowa kolumne wienczyla teraz rozpedzona w smuge kula bieli w ktorej leniwie unosila sie Matryca. Jej delikatny metalowy stelaz usiany byl w refleksy odbitego swiatla.
Ale zanim pierwsze glosy w jego glowie przestaly spiewac dolaczyly kolejne dospiewujac nowe wersy wielokrotnie konczone jego imieniem.
W calym tym upiornie peknym chorze przebilo sie jedno przerazone
***
Smokescreen! - wrzasnela wprostdo jego audioreceptora, co poskutkowalo jego...coz, naglym wybudzeniem.
Z impetem godnym rzuconego na duza odleglosc mlota rzucil sie do siadu, tracajac przy tym, wcale niedelikatnie, barkiem czolo Mayvies ktora nie mogla sie poszczycic wspanialym wojskowym refleksem. Mimo to niemal natychmiast po swoim bledzie odsunela sie na bezpieczna odleglosc lapiac za glowe.
Smokescreen natomiast wciaz niedokonca wiedzac gdzie jest i ciagle majac przed oczami wirujacy artefakt, widzac jak partnerka proboje zachowac resztki spokoju w meczenskiej pozycji momentalnoe stracil caly energon z twarzy.
- Uderzylem cie? - Pisnal z czystym przerazeniem - O moj boze. Uderzylem cie...!
Nachylil sie do niej w probie odsloniecia twarzy i zignorowal przy tym rozrywajacy ramie bol.
- Nie - powiedziala i dalej trzymala rece, zaslaniajac twarz - Nie...
Poczym glosno wybuchnela smiechem. Smokescreen rozszezyl optyki i zmartwiony do reszty w koncu usunal przeszkode z jej drobnych dloni. Zlapal ja pod policzki i trzymal mocno gdy cialo wpadlo w drgawki od smiechu zas na jej optykami szukal w mroku sypialni jakichkolwiek obrazen.
- Wariat jestes - parsknela i znow wpadla w glupawke. Smoke odechtnal glosno i przyciagnal do piersi rozbawiona fembotke po czym z jeszcze dluzszym westchnieciem oboje pociagnal na poslanie na co rama obojczyka zaprotestowala trzezczac glosno i atakujac jego uklad nerwowy.
W koncu w akopaniamencie dzwieczacego jak dzwoneczki smiechu May zapadl w jak najbardziej niespokojny sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz