sobota, 3 czerwca 2017

Na herbatce u Kinga ("',_>") + NOCNA WIZJA -2-

- To co, wchodzimy? - zamruczał Wheeljack robiąc prawym nadgarstkiem młynek z katany. Zębate, czarne jak palona guma wejście do groty wyglądało nie mniej upiornie. Zaczął się czuć wyjątkowo nieswojo na samą myśl tej bądź co bądź pułapki.

- Możesz zostać tutaj - odpowiedział Bumblebee zbliżając się do wejścia. Wrecker jeszcze raz zmierzył spojrzeniem całość.

- Żeby natychmiast zadzwonić po Most kiedy zauważę jak z wrzaskiem wybiegacie na zewnątrz - zachichotał i z krzywym uśmieszkiem ruszył naprzód stając na szpicy.

Weszli w pełni gotowości do groty, naturalnie tworzonej przez ruiny zawalonego kompleksu. Niski strop i czarna końcówka tunelu oraz sama świadomość, że umyślnie pchają się w gniazdo wielkich, uzbrojonych w kły i pazury, dzikich bestii wcale nie napawały białego wojownika optymizmem. W końcu nie pokonali dłuższej trasy, kiedy ciemność całkowicie ich pochłonęła. Teraz zupełnie udzieliło mu się zdenerwowanie. Jakoś okropnie czuł się ze świadomością, że nie  może polegać na Bulku. Nie tym razem, zielony wrecker wybył gdzieś z samego rańca, zupełnie nie przejmując się tym faktem, że UltraMagnus i Bumblebee zamierzają dogadać ugodę między Autobotami a Predaconami. Bulk zapytany jednak o cel podróży odpowiedział kompanowi tylko tyle by na niego nie czekać. Wheeljack skrzywił się nieznacznie, musiał przyznać, że to po co Bulkhed mógł iść, czy raczej na pewno poszedł przyszło mu do głowy po fakcie, ale nie zamierzał zielonemu odpuścić spowiedzi... w końcu szukanie młodego w obecnej sytuacji było co najmniej głupie i zupełnie bez sensu. I z tego wszystkiego aż zaczął tęsknić za silą tych wielkich bulkehedowych łapek, które z pomocą kul burzących mogłyby równać się z predaconem w konfrontacji, do jakiej niekiedy mogłoby dzisiaj dojść.

- Wheeljack! - syknął medyk autobotów, przywracając wreckerowi trzeźwość umysłu - Po jaką cholerę idziesz z przodu, skoro nawet nie gadasz gdzie stawiać nogi?!

Jakby na podkreślenie słów białego bota w tunelu rozległo się wściekłe "Auu!" i Wheeljack stanął w miejscu co spotkało z natychmiastowym skutkiem, jakim był Bee wpadający i przewracający kompana, z którym z głuchym łoskotem upadł na ziemię.

- Dość! - warknął Magnus gdzieś z góry, dosłownie i wszystkich oślepiło, kiedy bez ostrzeżenia zapalił światła na klatce piersiowej - Naprawdę, nie potraficie zachować większej ciszy? Użyjcie procesora albo migawek!

Jack mrugając intensywnie wygramolił się spod zwiadowcy i tak jak reszta włączył lampy samochodowe. Nim jednak optyki zdążyły się przyzwyczaić do tej zmiany, od ścian odbił się echem kolejny harmider i tym razem to Arcee jęknęła głośno po to, by w ciągu minicyklu z wrzaskiem odskoczyć na przeciwległy koniec ściany. Czas reakcji męskiej części drużyny byłby imponujący, gdyby tylko sami nie rzuciliby się w ślady fembotki na widok rozwleczonego cielska bestii, które swoim prawem objawiło im się w świetle zapalonym przez nich samych.

Jack z optyką rozszerzoną jak spodki upadł na tyłek obok dwukółki, po czym otrząsnął się przypominając sobie czyjeś trafne słowa o zachowaniu ciszy.

- I czego tak wrzeszczysz? - fuknął na Arcee która również zdążyła się już otrząsnąć. Spojrzała spod byka na wreckera.

- Mój wybawcą - warknęła, a następnie podniosła się i z godnością otrzepała kurz z blachy na przedramieniu.

W tym czasie Magnus zdążył już zając pozycje celując w nieruchomego gada a Bumblebee wymienił spojrzenie z Rachetem. Zwiadowca podniósł się i wyprzedzając niebieskiego bota podszedł z naładowanym blaster do leżącego pod ściana osobnika. Szturchnął go stopa w  ramię, ale nie spotkało się to z reakcją. Kopnął jeszcze raz, bez efektu.

- Tak... właściwie zastanawiałem się czemu jeszcze nie zaatakował... - mruknął.

Medyk autobotow zdecydował się podejść do predacona i po szybkich oględzinach wstał z klęczek.

- Zgasł - oświadczył. Z początku nie dotarło to do towarzyszy, dopiero po chwili odważyli się otoczyć ciało pół kręgiem, ciągle wyrażając nieufność wobec ciała jakby truchło lada moment miało hapnąć na nich uzębioną paszczą w próbie odgryzienia głowy.

- Jak? - Zainteresował się Wheeljack. Widział już dziurę w piersi bestii.

- Nawet sobie tego nie wyobrażasz! - echem odbił się drapieżny krzyk, przepełniony wibracją. W ciemnym korytarzu zabłysły żółte ślepia, a kiedy wszyscy odwrócili się w stronę ich właściciela, lampy rozświetliły ogromną pradawna bestie. Wszystkich naraz wzdrygło od tak bliskiej i zapewne długiej obecności Króla w ich towarzystwie. Z tunelu wytoczył się Predaking, idąc w trybie robota utykał mocno a ziemię za nim zdobił szlak błękitnej cieczy. Twarz wykrzywiał mu grymas dzikiej złości.

- Zostaliśmy zaatakowani - wychrypiał - Zanim się obejrzałem mój brat i poddany już był marwy! Razem, ze Skylynx przytaszczyłem go tutaj...

- Gdzie jest więc Skylynx?

- Kto was zaatakował?

- Jak?

Predaking warknął wściekle kończąc pytania i wrócił do korytarza mrucząc by poszli za nim.

Dalej w mroku leżał trzeci z predaconów. Wyglądał identycznie jak pierwszy, nieruchomy, że zgasła optyka a przez pierś szła wypaloną głęboką bruzda i kończyła się dziura w barku. Dla odmiany dookoła zebrał się energon a kałuża wzbierała od wciąż świeżej cieczy.

- Wygląda beznadziejnie. Dlaczego nie powiedziałeś nam wcześniej... - Mruknął Rachet. Bestia prychnęła gniewnie w odpowiedzi, po czym zamyśliła się.

- Nie mogę mu pomoc. Ty możesz, zrób to!

- Nie wiem, czy nie jest za późno - zauważył medyk nie zbliżając się do pacjenta. Nerwowy ryk z głębi trzewi gada przyprawił go o dreszcze. Ostrożnie podszedł do gada, ale poprzestał tylko na rzuceniu krótkiego spojrzenia. Rana była cała zanieczyszczoną, od życiodajnego płynu bestii, od brudu panującego w atmosferze, cała nadpaloną i osmolona od Primus wie czego... Jedno było pewne, na czymś tak dużym, jak predacon, tak duża rana wymagała nie mało czasu i uwagi... A i tak wprawiony medyk wiedział już, że stworzenie nie odzyska pełnej władzy w lewej kończynie.

- Kto was tak urządził? - Zaczął żółty bot zbliżając się do Kinga - I dlaczego ty jesteś cały?

- Jestem królem! Jestem szybszy, silniejszy, sprytniejszy... - Widząc jak autoboty patrzą na niego jednoznacznie, warknął - Ten chodzący skrzeczący pręt.

- He? - Zapytał Wheel.

- Ten skrzeczący lizus pseudolorda! - znowu nerwowy ryk - Trafił nas ogniem równym naszemu. Zabił Darksteela.

- Ach! Starscream! - zawyła Arcee
Król tylko spojrzał nerwowo na towarzysza jakby w obawie, że i na niego w moment miałaby spaść kulą ognia i zaryczał wściekle widząc, że biało-czerwony autobot nie bierze się do pracy
- Na
co czekasz?!

- Nie jestem weterynarzem - mruknął medyk, odwracając się do Króla, który posłał mu wściekle spojrzenie, wzruszył ramionami - Trzeba się było nie narażać.

- Dlaczego miałby was zaatakować? Myślałam, że odleciał za horyzont - zauważył Bumblebee.

- Nie wiem, nie wiem! - Kolejny zbolały ryk - Siedzimy ty długo... Tak długo...

- Zastanawiałam się gdzie się podzialiście przez te kilka miesięcy - mruknął Rachet. - Jak ten skrzeczący pręt jak go nazwałeś was sprowokował?

- Sprowokował?! - Wściekle warczenie wypełniło jaskinie - Nikt nie będzie nas traktował jak zwierzaki domowe, bestie do tresowania! I Zróbże coś z nim! On cierpi!

Rachet skrzywił się, by po chwili nachylić się nad klonem i położyć dłoń pod rana na barku stworzenia. Bestia natychmiast zabłysła ślepiami i zaskrzeczała głośno jakby w proteście.

- Poczekaj - zabrał głos Ultramagnus zwracając się Racheta, dając znak by odsunął się od rannego co ten zrobił z niejakim zadowoleniem. Jasne, predacony pomogły im w walce o Cybertron, czy raczej zagrały na zwłokę, ale i tak zrobiły to z sobie tylko znanych powodów, aniżeli pomoc autobotom ot, tak. Do tego starego Doktora wciąż odstraszała myśl, że są to jedynie formy eksperymentu, a nie żywe istoty z błogosławieniem Primusa.

Magnus zbliżył się do największego Predacona

- Co jeszcze wiesz o Starscreamie? - spytał.

Bestia zdawać by się mogło straciła resztki opanowania, transformowała się w gada i rzuciła się do przodu robiąc szponiasta łapa zamach na autobota. Magnus i zwiadowca cofnęli się o krok a Wheeljack szarpnął medyka do tyłu, gdy druga bestia, zdenerwowana wybuchem lidera, z bólem szarpnęła łbem na wszystkie strony warcząc gardłowo.

Zachowanie pobratymcy zwróciło uwagę Króla a widząc, że autobot wciąż nie pospieszył z pomocą i brat wyraźnie traci siły, zawahał się z łapą w górze.

Bumblebee od razu zauważył w tym szansę. Stanął przed bestia i wyciągnął w jego stronę rękę.

- Nie pomożemy wam, jeśli będzie zachowywać się jak zwierzęta! - Krzyknął. Predacon z mordem popatrzył na żółtego bota. Po chwili znów zmienił formę i kucnął przy małym waląc pięściami w podłoże, co echem odbiło się od ścian.

- Po co w ogóle tu przyszliście? - Wycharczał.

- Dobre pytanie - Wheeljack zabrał głos ale zanim dokończył Magnus uciszył go wzrokiem.

- Wiesz co się dzieje na zewnątrz? Mamy problem.

- Z decepticonami? - mruknął - Słyszałem. To, że nie pokazujemy się wam na oczy nie znaczy, że j a w ogóle nie wychodzę...

- Świetnie, pokazuj się częściej jeszcze tylko tego nam brakuje... - Syknęła Arcee.

- Cicho! - sapnął bee - Właśnie brakuje. Chcemy, żebyś stanął z nami do walki, musimy je pokonać.

- Czemu miałbym to zrobić - bestia wydała warkniecie łudząco zabarwione śmiechem.

- Bo chcesz, żeby Skylynx przeżył - wtrącił Ultramagnus. Wyżej wymieniony boleśnie zamruczał zwracaj uwagę zebranych - Rachet go załata a ty, przysłużysz się nam.

- Brzmi jak szantaż...

- Propozycja. Możesz ja odrzucić - Bee popatrzył na gada i ułożył dłoń w geście ugody - Przysługa, za przysługę.

- Szantan. Straciłem już tyłu braci, większość z waszej ręki. Wiesz, że nie zgodzę się na żadną umowę między nami, nic nas nie łączy a wręcz, mam w was więcej z wroga niż z przyjaciela...

- Przyjmujesz ofertę?

- Przekupstwo - zawarczał rozwścieczony.

- Inteligent, nauczył się nowych słów - mruknęła Arcee w stronę Jacka.

- Temu predaconowi kończy się czas - Zauważył głośno medyk autobotow, wracając do bestii, która ciężko położyła łeb na łapach - A ja, nie obiecałem ratować życia wybrykom eksperymentalnej wiwisekcji.

- Zgoda? - Powtórzył żółty zwiadowca, próbując znów zwrócić uwagę osobnikowi, który z głośnym sykiem najeżył się w stronę, Primusowi winnemu, medyka. Bestia przyparta do muru popatrzyła na rannego towarzysza i na autoboty które śmiały stawiać mu warunki. Wściekły i bezsilny znów stanął na cztery łapy i zaryczał ogłuszająco wypełniając tunele kryjówki swoją frustracją.

- To, co teraz?
***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz