Ogromne wrota rozsunęły się z szelestem, odsłaniając przestrzenny
hall i wzniecając tuman drobin atmosferycznych. Pomieszczenie
oświetlały wieczne płonące światła o słabym blasku csprawiało, że wiele kątów sali z nagrobkami skrytych było w cieniu. Smokescreen i Megatron
zeszli po schodach w głąb sieni z tą różnicą, że drugi rozglądał
się z chłodnym zainteresowaniem. Pod ścianą na wprost schodów
tkwiły na cokole trzy olbrzymie posagi, trzech pierwszych z
pierwszych trzynastu Primów. Pod ich stopami leżały sarkofagi kolejnych Strażników Matrycy, im dalej od monumentu, tym młodszy w kolejności był Prime.
Z tego wychodzi, że Optimusa złożono by gdzieś przy wejściu, zauważył w myślach Lord. Zwrócił jednak uwagę na młodzieńca, idącego przed nim i omijającego trumny. Bot zbliżył się do posągów i zaczął majstrować przy płycie i palcach u stóp gigantycznych dekoracji. Kolejny raz Megatron zwrócił uwagę na szczegół, że pomimo gęstszego oświetlenia w tej części grobowca światło nie docierało do majestatycznych popiersi, kryjąc twarze figur w mroku.
– Przestań podziwiać widoki jakbyś nigdy tu nie był – mruknął młody mech a jego cichy komentarz poniósł się echem po jeszcze cichszym grobowcu przy wtórze zgrzytów rozsuwanej płyty. Pod posągami we wnętrzu podłogi schowały się schody.
– Cóż. Tutaj z pewnością mnie nigdy nie było – odpowiedział cicho Lord, zachodząc młodego od tyłu i nieufnie patrząc mu przez ramię na znikające w ciemnościach stopnie – Dokąd prowadzą?
– Do labiryntu – odparł krótko były autobot i jednym susem znalazł się na schodach. Pozostawiony bez szczególnego wyboru Megatron ruszyłl za towarzyszem.
Droga w dół nie dłużyła się, jednak panujące ciemności zmusiły Smoke'a do zapalenia świateł przeciwmgielnych na klatce piersiowej. Szybko wyszli na prosty korytarz.
– Nigdy nie słyszałem o kompleksie kryjącym się w fundamentach grobowca – Zagaił Lord, przerywając dosłownie grobową ciszę w korytarzu i, jak miał wrażenie, podszepty dźwięczące w ceglastych ścianach.
– Tajemnica – usłyszał w odpowiedzi. Smoke odwrócił się do Megatrona i napotkał grymas wyrażający poirytowanie więc dodał tylko – Primowie nie lubią chwalić się swoimi zabawkami. Zwłaszcza Ci Starożytni. I mówiłem już, to labirynt. Sięga głębiej niż fundamenty, podobno można by nim dojść do samego rdzenia planety czy jakoś tak. Albo do Starożytnego Miasta. Rzecz jasna o ile nie pogubisz drogi.
W tej chwili minęli pierwszy zakręt i lordowi ukazały się dziesiątki bram i odgałęzień po obu stronach korytarza. Stanąłl w miejscu i tylko ogromną siłą wolipowstrzymał się od puszczenia biegiem w drogę powrotną.
– Skąd mam wiedzieć że niechcesz mnie tu zakopać żywcem? – Zapytał, teraz mając pewność, że decyzja przyjścia w jakieś zaczarowane zakamarki kryjące się pod salą pełną trupów była co najmniej lekkomyślna. Smoke przystanął przed Lordem. Rzeczywiście, jeszcze na powierzchni przyszedł mu do głowy taki pomysł.
Zaciągnąć go tu, ogłuszyć i zostawić na pastwę żyjątek prawdopodobnie pełzających po powierzchni ceglanych ścian. Takie proste. Jednak gdyby taki plan miał sens Optimus pewnie już dawno wcieliłby go w życie; nie ma Lorda, nie ma wojny. Z drugiej strony Smoke nie miał pojęcia czy Optimus rzeczywiście przyłożył się do nauki na tyle, by poznać takie historie Primów jak właśnie ta plątanina architektury. Natomiast zniknięcie Megatrona nie pomoże w obecnejsytuacji, a jeślii go tu zostawi to utrudni mu to powrót po Matryce, nawet jeśli Hrabia Conów przepadnie gdzieś w zagmatwanych uliczkach. Wykorzystał więc najlepiej przemawiający argument.
– Jeżeli sam Optimus Prime nigdy nie próbował Cię namówić na taką wycieczkę to najpewniej miał ku temu powód. Albo najwyraźniej nie miało to racji bytu.
W tym momencie między ścianami głucho jęknęło przyprawiając o dreszcze samego Lorda Megatrona. Odwrócił się na pięcie próbując obrać kurs powrotny, ale z głuchym łoskotem wpadł na ścianę. Nie ukrywając zdziwienia zauważył, że droga, którą tu przyszli zniknęła. Zwrócił się do młodego autobota z żądaniem wyjaśnień i jeszcze bardziej zirytował się, kiedyy dotarło doniego, żee ten dzieciak bezczelnie się śmieje. Z niego! Młokos ruszył naprzód po to tylko by zatrzymać się przed szóstym z kolei wejściem w odnogę korytarza nadal nawet nie starając się ukryć rozbawienia.
– Trzymaj się mnie albo sam pogrzebiesz się tu żywcem – powiedział wesoło.
– Co się tutaj wyprawia? – Megatron dołączył do bota, który szybkim krokiem wystartował przed siebie – Zawsze uważałem, że Primowie to doprawdy zdziwaczały gatunek.
– Rzeczywiście, są niezwykle osobliwy. Korytarze zawsze zmieniają swoje położenie. Droga do labiryntu i ta z nigdy nie są takie same – odpowiedział Smoke.
– Skoro tylko strażnikom matrycy przekazuje się informacje o czymś takim to po co te zabezpieczenia? Właściwie, jak w ogóle otworzyłeś płytę? – Przez dłuższy czas Lord i młody autobot lawirowali miedzy korytarzami – I skąd wiesz dokąd iść?
Zapytał Lord, kiedy mijali kolejne ślepe zaułki i bramy.
– Po prostu wiem. No i Matryca czasem ze mną rozmawia – przyznał się cicho bot – Tunele to żadne zabezpieczenia. Płytę, jak wiesz czego i gdzie szukać, otworzysz nawet przez podważenie nożem. Większość korytarzy to iluzja. A niektóre prowadzą do jakiś ważnych rzeczy.
– Jakich rzeczy? – zainteresował się Lord i zwolnił trochę ponieważ przytłoczyło go uczucie jakby przestrzeń zmalała. Jakby zasypali ich toną ziemi – Jesteśmy głęboko pod powierzchnią.
– Tak. Nie wiem co jest w tutejszych skrytkach- mruknął Smoke – może jakaś bron w magicznym arsenale albo zwoje z całą wiedzą kosmosu. Albo prowadzą do sieni naszpikowanych pułapkami. Alpha Trion nigdy nie wchodził w szczegóły.
Nagle zatrzymał się i z bliska przyjrzał jednej ze stalowych cegieł. Najwyraźniej znalazł coś niezwykle satysfakcjonującego, bo stwierdził, że „są już niedaleko”.
Po kolejnych ciągnących się w nieskończoność jednostkach czasu trafili na łuk wejściowy do ogromnej fosforyzującej komnaty. Megatron byłzdumiony, że coś takiego może się mieścić w trzewiach planety. Nie przypominał sobie by kiedykolwiek mapy poszczególnych warstw powierzchni zawierały jakąkolwiek informacje o wydrążonych weń grotach.
Komora lśniła od cyjanowego światła, którego najwyraźniej źródłem był basen umiejscowiony pośrodku sali oraz pulsujące żyły białego ognia żłobiące czarne ściany. Woda w ogrodzonym akwenie otaczała postawiony na środku bogato zdobiony postument. Na jego blacie, czy raczej nad blatem unosił się esowaty, chromowany obiekt z szafirowym kamieniem, delikatnie skrzącym się własnym blaskiem. Dokładnie jakby ktoś dla zabawy zawiesił przedmiot na sznurku.
Megatron jeszcze nigdy nie miał okazji oglądać Matrycy Przywództwa z tak bliska.
– Jest przepiękna – powiedział tylko i jak w transie podbiegł do samego brzegu basenu. Oczarowany nieomal by wszedł do tego stanu ciekłego i porwał dyndający nad kamieniem skarb. Powstrzymało go tylko silne szarpnięcie przez potencjalnego Strażnika, któryry zdążył dogonić Lorda.
– Układ był taki, że jej nie tkniesz – wypomniał mu Smoke – Mówiłem ci, że jest na Cybertronie i miałem racje. Miałem Cię do niej zaprowadzić no i doprowadziłem. Jeżeli obaj chcemy mieć jakąś korzyść z tego cuda musimy się z tym pogodzić i nie kombinować przeciw sobie. Wymyśleć, jaki zrobimy z niej teraz użytek.
Z tego wychodzi, że Optimusa złożono by gdzieś przy wejściu, zauważył w myślach Lord. Zwrócił jednak uwagę na młodzieńca, idącego przed nim i omijającego trumny. Bot zbliżył się do posągów i zaczął majstrować przy płycie i palcach u stóp gigantycznych dekoracji. Kolejny raz Megatron zwrócił uwagę na szczegół, że pomimo gęstszego oświetlenia w tej części grobowca światło nie docierało do majestatycznych popiersi, kryjąc twarze figur w mroku.
– Przestań podziwiać widoki jakbyś nigdy tu nie był – mruknął młody mech a jego cichy komentarz poniósł się echem po jeszcze cichszym grobowcu przy wtórze zgrzytów rozsuwanej płyty. Pod posągami we wnętrzu podłogi schowały się schody.
– Cóż. Tutaj z pewnością mnie nigdy nie było – odpowiedział cicho Lord, zachodząc młodego od tyłu i nieufnie patrząc mu przez ramię na znikające w ciemnościach stopnie – Dokąd prowadzą?
– Do labiryntu – odparł krótko były autobot i jednym susem znalazł się na schodach. Pozostawiony bez szczególnego wyboru Megatron ruszyłl za towarzyszem.
Droga w dół nie dłużyła się, jednak panujące ciemności zmusiły Smoke'a do zapalenia świateł przeciwmgielnych na klatce piersiowej. Szybko wyszli na prosty korytarz.
– Nigdy nie słyszałem o kompleksie kryjącym się w fundamentach grobowca – Zagaił Lord, przerywając dosłownie grobową ciszę w korytarzu i, jak miał wrażenie, podszepty dźwięczące w ceglastych ścianach.
– Tajemnica – usłyszał w odpowiedzi. Smoke odwrócił się do Megatrona i napotkał grymas wyrażający poirytowanie więc dodał tylko – Primowie nie lubią chwalić się swoimi zabawkami. Zwłaszcza Ci Starożytni. I mówiłem już, to labirynt. Sięga głębiej niż fundamenty, podobno można by nim dojść do samego rdzenia planety czy jakoś tak. Albo do Starożytnego Miasta. Rzecz jasna o ile nie pogubisz drogi.
W tej chwili minęli pierwszy zakręt i lordowi ukazały się dziesiątki bram i odgałęzień po obu stronach korytarza. Stanąłl w miejscu i tylko ogromną siłą wolipowstrzymał się od puszczenia biegiem w drogę powrotną.
– Skąd mam wiedzieć że niechcesz mnie tu zakopać żywcem? – Zapytał, teraz mając pewność, że decyzja przyjścia w jakieś zaczarowane zakamarki kryjące się pod salą pełną trupów była co najmniej lekkomyślna. Smoke przystanął przed Lordem. Rzeczywiście, jeszcze na powierzchni przyszedł mu do głowy taki pomysł.
Zaciągnąć go tu, ogłuszyć i zostawić na pastwę żyjątek prawdopodobnie pełzających po powierzchni ceglanych ścian. Takie proste. Jednak gdyby taki plan miał sens Optimus pewnie już dawno wcieliłby go w życie; nie ma Lorda, nie ma wojny. Z drugiej strony Smoke nie miał pojęcia czy Optimus rzeczywiście przyłożył się do nauki na tyle, by poznać takie historie Primów jak właśnie ta plątanina architektury. Natomiast zniknięcie Megatrona nie pomoże w obecnejsytuacji, a jeślii go tu zostawi to utrudni mu to powrót po Matryce, nawet jeśli Hrabia Conów przepadnie gdzieś w zagmatwanych uliczkach. Wykorzystał więc najlepiej przemawiający argument.
– Jeżeli sam Optimus Prime nigdy nie próbował Cię namówić na taką wycieczkę to najpewniej miał ku temu powód. Albo najwyraźniej nie miało to racji bytu.
W tym momencie między ścianami głucho jęknęło przyprawiając o dreszcze samego Lorda Megatrona. Odwrócił się na pięcie próbując obrać kurs powrotny, ale z głuchym łoskotem wpadł na ścianę. Nie ukrywając zdziwienia zauważył, że droga, którą tu przyszli zniknęła. Zwrócił się do młodego autobota z żądaniem wyjaśnień i jeszcze bardziej zirytował się, kiedyy dotarło doniego, żee ten dzieciak bezczelnie się śmieje. Z niego! Młokos ruszył naprzód po to tylko by zatrzymać się przed szóstym z kolei wejściem w odnogę korytarza nadal nawet nie starając się ukryć rozbawienia.
– Trzymaj się mnie albo sam pogrzebiesz się tu żywcem – powiedział wesoło.
– Co się tutaj wyprawia? – Megatron dołączył do bota, który szybkim krokiem wystartował przed siebie – Zawsze uważałem, że Primowie to doprawdy zdziwaczały gatunek.
– Rzeczywiście, są niezwykle osobliwy. Korytarze zawsze zmieniają swoje położenie. Droga do labiryntu i ta z nigdy nie są takie same – odpowiedział Smoke.
– Skoro tylko strażnikom matrycy przekazuje się informacje o czymś takim to po co te zabezpieczenia? Właściwie, jak w ogóle otworzyłeś płytę? – Przez dłuższy czas Lord i młody autobot lawirowali miedzy korytarzami – I skąd wiesz dokąd iść?
Zapytał Lord, kiedy mijali kolejne ślepe zaułki i bramy.
– Po prostu wiem. No i Matryca czasem ze mną rozmawia – przyznał się cicho bot – Tunele to żadne zabezpieczenia. Płytę, jak wiesz czego i gdzie szukać, otworzysz nawet przez podważenie nożem. Większość korytarzy to iluzja. A niektóre prowadzą do jakiś ważnych rzeczy.
– Jakich rzeczy? – zainteresował się Lord i zwolnił trochę ponieważ przytłoczyło go uczucie jakby przestrzeń zmalała. Jakby zasypali ich toną ziemi – Jesteśmy głęboko pod powierzchnią.
– Tak. Nie wiem co jest w tutejszych skrytkach- mruknął Smoke – może jakaś bron w magicznym arsenale albo zwoje z całą wiedzą kosmosu. Albo prowadzą do sieni naszpikowanych pułapkami. Alpha Trion nigdy nie wchodził w szczegóły.
Nagle zatrzymał się i z bliska przyjrzał jednej ze stalowych cegieł. Najwyraźniej znalazł coś niezwykle satysfakcjonującego, bo stwierdził, że „są już niedaleko”.
Po kolejnych ciągnących się w nieskończoność jednostkach czasu trafili na łuk wejściowy do ogromnej fosforyzującej komnaty. Megatron byłzdumiony, że coś takiego może się mieścić w trzewiach planety. Nie przypominał sobie by kiedykolwiek mapy poszczególnych warstw powierzchni zawierały jakąkolwiek informacje o wydrążonych weń grotach.
Komora lśniła od cyjanowego światła, którego najwyraźniej źródłem był basen umiejscowiony pośrodku sali oraz pulsujące żyły białego ognia żłobiące czarne ściany. Woda w ogrodzonym akwenie otaczała postawiony na środku bogato zdobiony postument. Na jego blacie, czy raczej nad blatem unosił się esowaty, chromowany obiekt z szafirowym kamieniem, delikatnie skrzącym się własnym blaskiem. Dokładnie jakby ktoś dla zabawy zawiesił przedmiot na sznurku.
Megatron jeszcze nigdy nie miał okazji oglądać Matrycy Przywództwa z tak bliska.
– Jest przepiękna – powiedział tylko i jak w transie podbiegł do samego brzegu basenu. Oczarowany nieomal by wszedł do tego stanu ciekłego i porwał dyndający nad kamieniem skarb. Powstrzymało go tylko silne szarpnięcie przez potencjalnego Strażnika, któryry zdążył dogonić Lorda.
– Układ był taki, że jej nie tkniesz – wypomniał mu Smoke – Mówiłem ci, że jest na Cybertronie i miałem racje. Miałem Cię do niej zaprowadzić no i doprowadziłem. Jeżeli obaj chcemy mieć jakąś korzyść z tego cuda musimy się z tym pogodzić i nie kombinować przeciw sobie. Wymyśleć, jaki zrobimy z niej teraz użytek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz