piątek, 3 lutego 2017

(GOTOWE) CZc 9 Smoke i Megs w Grobowcu.

Ogromne wrota roz­su­nęły się z sze­le­stem, odsła­nia­jąc prze­strzenny hall i wznie­ca­jąc tuman dro­bin atmos­fe­rycz­nych. Pomiesz­cze­nie oświe­tlały wieczne pło­nące świa­tła o sła­bym bla­sku csprawiało, że wiele kątów sali z nagrob­kami skry­tych było w cie­niu. Smokescreen i Mega­tron zeszli po scho­dach w głąb sieni z tą róż­nicą, że drugi roz­glą­dał się z chłod­nym zain­te­re­so­wa­niem. Pod ścianą na wprost scho­dów tkwiły na cokole trzy olbrzy­mie posagi, trzech pierw­szych z pierw­szych trzy­na­stu Pri­mów. Pod ich sto­pami leżały sar­ko­fagi kolej­nych Straż­ni­ków Matrycy, im dalej od monu­mentu, tym młodszy w kolej­no­ści był Prime.

Z tego wycho­dzi, że Opti­musa zło­żono by gdzieś przy wej­ściu, zauważył w myślach Lord. Zwrócił jed­nak uwagę na młodzieńca, idą­cego przed nim i omi­ja­ją­cego trumny. Bot zbliżył się do posągów i zaczął maj­stro­wać przy płycie i pal­cach u stóp gigan­tycz­nych dekoracji. Kolejny raz Mega­tron zwrócił uwagę na szczegół, że pomimo gęst­szego oświe­tle­nia w tej części gro­bowca światło nie­ do­cie­rało do maje­sta­tycz­nych popiersi, kryjąc twa­rze figur w mroku.

– Przestań podziwiać widoki jakbyś ni­gdy tu nie był – mruknął młody mech a jego cichy komen­tarz poniósł się echem po jesz­cze cich­szym gro­bowcu przy wtó­rze zgrzy­tów roz­su­wa­nej płyty. Pod posą­gami we wnętrzu podłogi schowały się schody.

– Cóż. Tutaj z pew­no­ścią mnie ni­gdy nie było – odpo­wie­dział cicho Lord, zacho­dząc mło­dego od tyłu i nie­uf­nie patrząc mu przez ramię na zni­ka­jące w ciem­no­ściach stop­nie – Dokąd pro­wa­dzą?

– Do labi­ryntu – odparł krótko były auto­bot i jed­nym susem znalazł się na scho­dach. Pozostawiony bez szcze­gól­nego wyboru Megatron ruszyłl za towa­rzy­szem.

Droga w dół nie dłużyła się, jed­nak panu­jące ciem­no­ści zmu­siły Smoke'a do zapa­le­nia świateł prze­ciwmgielnych na klatce pier­sio­wej. Szybko wyszli na pro­sty kory­tarz.

– Nigdy nie słyszałem o kom­plek­sie kry­ją­cym się w fun­da­men­tach gro­bowca – Zagaił Lord, przerywając dosłownie gro­bową ciszę w kory­ta­rzu i, jak miał wra­że­nie, pod­szepty dźwię­czące w cegla­stych ścianach.

– Tajem­nica – usłyszał w odpo­wie­dzi. Smoke odwrócił się do Mega­trona i napo­tkał gry­mas wyra­ża­jący poirytowanie więc dodał tylko – Pri­mo­wie nie lubią chwa­lić się swoimi zabaw­kami. Zwłasz­cza Ci Sta­ro­żytni. I mówiłem już, to labi­rynt. Sięga głębiej niż fun­da­menty, podobno można by nim dojść do samego rdze­nia pla­nety czy jakoś tak. Albo do Starożytnego Miasta. Rzecz jasna o ile nie pogubisz drogi.

W tej chwili minęli pierw­szy zakręt i lor­dowi ukazały się dziesiątki bram i odgałęzień po obu stro­nach kory­ta­rza. Stanąłl w miej­scu i tylko ogromną siłą wolipowstrzymał się od pusz­cze­nia bie­giem w drogę powrotną.

– Skąd mam wiedzieć że nie­chcesz mnie tu zakopać żywcem? – Zapy­tał, teraz mając pew­ność, że decy­zja przyj­ścia w jakieś zacza­ro­wane zaka­marki kryjące się pod salą pełną trupów była co naj­mniej lek­ko­myślna. Smoke przy­sta­nął przed Lor­dem. Rze­czywiście, jesz­cze na powierzchni przy­szedł mu do głowy taki pomysł.

Zacią­gnąć go tu, ogłu­szyć i zosta­wić na pastwę żyją­tek praw­do­po­dob­nie peł­za­ją­cych po powierzchni cegla­nych ścian. Takie pro­ste. Jed­nak gdyby taki plan miał sens Opti­mus pew­nie już dawno wcie­liłby go w życie; nie ma Lorda, nie ma wojny. Z dru­giej strony Smoke nie miał pojęcia czy Opti­mus rze­czywiście przy­ło­żył się do nauki na tyle, by poznać takie histo­rie Pri­mów jak wła­śnie ta plą­ta­nina archi­tek­tury. Nato­miast znik­nię­cie Mega­trona nie pomoże w obec­nejsytu­acji, a jeślii go tu zostawi to utrudni mu to powrót po Matryce, nawet jeśli Hra­bia Conów prze­pad­nie gdzieś w zagma­twa­nych ulicz­kach. Wyko­rzy­stał więc naj­le­piej prze­ma­wia­jący argu­ment.

– Jeżeli sam Opti­mus Prime ni­gdy nie pró­bo­wał Cię namówić na taką wycieczkę to naj­pew­niej miał ku temu powód. Albo naj­wy­raź­niej nie miało to racji bytu.

W tym momen­cie mię­dzy ścia­nami głu­cho jęk­nęło przy­pra­wia­jąc o dresz­cze samego Lorda Mega­trona. Odw­ró­cił się na pię­cie pró­bu­jąc obrać kurs powrotny, ale z głu­chym łosko­tem wpadł na ścianę. Nie ukry­wa­jąc zdzi­wie­nia zauwa­żył, że droga, którą tu przy­szli znik­nęła. Zwró­cił się do mło­dego auto­bota z żąda­niem wyja­śnień i jesz­cze bar­dziej ziry­to­wał się, kiedyy dotarło doniego, żee ten dzie­ciak bez­czel­nie się śmieje. Z niego! Mło­kos ruszył naprzód po to tylko by zatrzy­mać się przed szó­stym z kolei wej­ściem w odnogę kory­ta­rza na­dal nawet nie sta­ra­jąc się ukryć roz­ba­wie­nia.

– Trzymaj się mnie albo sam pogrzebiesz się tu żyw­cem – powie­dział wesoło.

– Co się tutaj wypra­wia? – Mega­tron dołą­czył do bota, który szyb­kim kro­kiem wystar­to­wał przed sie­bie – Zaw­sze uwa­ża­łem, że Pri­mo­wie to doprawdy zdzi­wa­czały gatu­nek.

– Rze­czywiście, są nie­zwy­kle oso­bliwy. Kory­ta­rze zawsze zmie­niają swoje poło­że­nie. Droga do labi­ryntu i ta z ni­gdy nie są takie same – odpowie­dział Smoke.

– Skoro tylko straż­ni­kom matrycy prze­ka­zuje się infor­ma­cje o czymś takim to po co te zabez­pie­cze­nia? Wła­ści­wie, jak w ogóle otwo­rzy­łeś płytę? – Przez dłuższy czas Lord i młody auto­bot lawi­ro­wali mie­dzy kory­ta­rzami – I skąd wiesz dokąd iść?

Zapy­tał Lord, kiedy mijali kolejne ślepe zaułki i bramy.

– Po pro­stu wiem. No i Matryca cza­sem ze mną roz­ma­wia – przy­znał się cicho bot – Tunele to żadne zabez­pie­cze­nia. Płytę, jak wiesz czego i gdzie szu­kać, otwo­rzysz nawet przez podwa­że­nie nożem. Więk­szość kory­ta­rzy to ilu­zja. A nie­które pro­wa­dzą do jakiś waż­nych rze­czy.

– Jakich rze­czy? – zain­te­re­so­wał się Lord i zwol­nił tro­chę ponie­waż przy­tło­czyło go uczu­cie jakby prze­strzeń zma­lała. Jakby zasy­pali ich toną ziemi – Jeste­śmy głę­boko pod powierzch­nią.

– Tak. Nie wiem co jest w tutej­szych skryt­kach- mruk­nął Smoke – może jakaś bron w magicz­nym arse­nale albo zwoje z całą wie­dzą kosmosu. Albo pro­wa­dzą do sieni naszpi­ko­wa­nych pułap­kami. Alpha Trion ni­gdy nie wcho­dził w szcze­góły.

Nagle zatrzy­mał się i z bli­ska przyj­rzał jed­nej ze sta­lo­wych cegieł. Naj­wy­raź­niej zna­lazł coś niezwykle satys­fak­cjo­nu­ją­cego, bo stwier­dził, że „są już nie­da­leko”.

Po kolej­nych cią­gną­cych się w nie­skoń­czo­ność jed­nost­kach czasu tra­fili na łuk wej­ściowy do ogrom­nej fos­fo­ry­zu­ją­cej kom­naty. Mega­tron byłzdumiony, że coś takiego może się mie­ścić w trze­wiach pla­nety. Nie przy­po­mi­nał sobie by kie­dy­kol­wiek mapy poszcze­gól­nych warstw powierzchni zawie­rały jaką­kol­wiek infor­ma­cje o wydrą­żo­nych weń gro­tach.
Komora lśniła od cyja­no­wego świa­tła, któ­rego naj­wy­raź­niej źró­dłem był basen umiej­sco­wiony pośrodku sali oraz pul­su­jące żyły bia­łego ognia żło­biące czarne ściany. Woda w ogro­dzo­nym akwe­nie ota­czała posta­wiony na środku bogato zdo­biony postu­ment. Na jego bla­cie, czy raczej nad bla­tem uno­sił się eso­waty, chro­mo­wany obiekt z sza­fi­ro­wym kamie­niem, deli­kat­nie skrzą­cym się wła­snym bla­skiem. Dokład­nie jakby ktoś dla zabawy zawie­sił przedmiot na sznurku.

Mega­tron jesz­cze ni­gdy nie miał oka­zji oglą­dać Matrycy Przy­wódz­twa z tak bli­ska.

– Jest prze­piękna – powie­dział tylko i jak w tran­sie pod­biegł do samego brzegu basenu. Ocza­ro­wany nie­omal by wszedł do tego stanu cie­kłego i por­wał dyn­da­jący nad kamie­niem skarb. Pow­strzy­mało go tylko silne szarp­nię­cie przez poten­cjal­nego Straż­nika, któryry zdą­żył dogo­nić Lorda.

– Układ był taki, że jej nie tkniesz – wypo­mniał mu Smoke – Mówi­łem ci, że jest na Cyber­tro­nie i mia­łem racje. Mia­łem Cię do niej zapro­wa­dzić no i dopro­wa­dzi­łem. Jeżeli obaj chcemy mieć jakąś korzyść z tego cuda musimy się z tym pogo­dzić i nie kom­bi­nować prze­ciw sobie. Wymyśleć, jaki zro­bimy z niej teraz uży­tek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz