– Dwóch, dwóch, jeden, dwóch i… dwóch – Rachet zaczął wymieniać – A Kaon roi się od tego robactwa.
– A czterech obstawiło stare Darkmount – wtrącił Bumblebee – Na północy są liczebniejsze grupy.
– Zrobili sobie zjazd absolwentów? – spytała retorycznie Arcee
– dopiero co wygraliśmy z jednym maniakiem chaosu i kolejnym a
teraz kiedy wszystko powinno wyglądać jak kraina energonem płynąca
to jakieś bandy zwiastują dobra nowinę? To błędne koło!
Niebieska dwukółka stanęła w rozkroku i z oburzeniem splotła ramiona na piersi.
Drużyna zwycięskich autobotów zebrała się w półkole stojąc przed ekranem hologramowym zawieszonym na ścianie. Wheeljack siedział na blacie najbliższego stołu, jednym
z wielu ustawionych w trójszeregu. Wszyscy razem wyglądali
groteskowo, jak grupa uczniów kontemplujących nad jakimś
wyjątkowo problematycznym wątkiem naukowym bo oto rozważali
istotnie ważną kwestie w sali do nauczania o biotechnologii.
Rachet wybrał to miejsce losowo, spośród pokoi niezalegających pod gruzem, jak większość prawego skrzydła uniwerku, i tych które w czasie wojny przerobiono na użyteczny szpital polowy. Byli bowiem w Cybertrońskiej Akademii Nauk Medycznych. Świętym Przytułku Racheta, jak lubił żartować Wheeljack. Rach zajął niegdyś okazały przybytek w Protihex ponieważ miasto sąsiadowało ze Studnią Iskier i na miejscu mógł zapewnić poprawną opiekę rannemu Ultramagnusowi. Po tym jak statek Nemesis
został trwale zniszczony w bitwie z Unicronem pozostałe Autoboty
dołączyły do medyka w jego świątyni nauki organizując tam swoją
tymczasową bazę i dom.
Smokescreen który
zdecydował się na wspólne życie z Mayi dostał się na zebranie
mostem który otworzono mu natychmiast jak tylko przekazał
Bumblebee przez łączę wieści o atakach w mieście.
– Obrywają cywile, Rachet wziął się z Knockautem do pracy ale nastroje są beznadziejne – zabrał głos Ultramagnus. Czerwony lekarz na dźwięk swojego imienia podniósł wzrok znad cybertrońskiej wersji mikroskopu którym bawił się z zainteresowaniem. Odkąd on i Rachet zamieszkali stare kąty czuli się jak w swoim żywiole – Te bandy, jak je nazwałaś, zmuszą autoboty do powrotu w kosmiczną pustkę – dokończył Magnus.
– A to wszystko przez jakieś bzdury o Megatronie. Zastępy Zniszczenia podnoszą się z pieśnią o powrocie Pana na ustach – Burknął Bulkhead i przedrzeźniając cony zaintonował – Nasz Lord powróci zasiąść na tronie wszechpotęgi…
– Alleluja – zakpił Wheeljack z krzywym uśmieszkiem.
– Rozpowiadają jedynie to czego sami oczekują, wątpliwe by którykolwiek widział przyszłość – wtrącił poważnie Ultramagnus. Spojrzał na Knockauta który nie przerywając zabawy sprzętem wzruszył tylko ramionami.
Wiedział ze w tym zespole nie ma żadnej pozycji i wiedział że jego narcystyczna natura oraz czarna przeszłość wcale nie pomogą mu jej zdobyć. Rachet
traktował go jako pomoc a medykowi nie przyszło przez myśl stawiać
się akurat jemu, nie dopóki mógł robić swoją ulubiona prace gdzie tak
się złożyło że buntujące się decepticony na bieżąco jej
dostarczały. A w tej chwili najpewniej komandor spodziewał się
jakieś wskazówki co do jego lojalności w obecnej sytuacji więc
dezerter wzruszył ramionami.
-Megatron odszedł na tą…ehg, emeryturę ale jeśli dojdą do niego słuchy o rzesze fanów od razu przyleci tu rzucać hasłami. – znowu zaczęła Arcee.
– Zwłaszcza o tak liczebnej rzeszy. Każdego dnia tych samozwańczych zespołów pojawia się coraz więcej – dodał Bee.
– Ludzie nazywają to jakoś deżaviu. To już kiedyś było – Dodał Rachet spoglądając na Magnusa. Ten kiwnął głową w odpowiedzi.
–
Dlatego tym razem musimy pozbyć się tego nie zwlekając, raz a dobrze
– powiedział. Kiedy wszyscy zwrócili na niego spojrzenia
dokończył – Zalążek wojny wyglądał identycznie. Zwierzchnik
Optimusa uparcie ignorował problem co skończyło się tak... a nie inaczej.
– Jaki zwierzchnik? – bąknął Jackie
– Sentinel Prime – odmruknął Bumblebee i zwrócił się do Ultramagnusa – Więc masz jakiś plan.
Ultramagnus podszedł do ściany na której wyświetlany hologram przedstawiał planetę i zaznaczone na licznych obszarach kropki insynuujące pobyt wrogich conów. Zaczął z grubsza naświetlać plan działania który sprowadzał się wyeliminowania zagrożenia.
Smoke który
od początku zebrania opierał się tyłem o kant stołu w ostatnim
rzędzie poświęcał uwagę czerwonym plamkom, Bee miał rację mówiąc że
ich liczba stale wzrasta. Odkąd komandor włączył mapy zachodniej
strony planety decepticońskich sygnałów przybyło w liczbie
dwunastu. Cały tuzin! A wystarczyło popatrzeć jak rejony planety
już migoczą kropkami. Martwił się tylko o Mayvies i ich wspólne mieszkanko. Zajmowali lokum na terenach wschodnich czyli po drugiej stronie pokazanego globusu, nie widział więc i nie wiedział ile conów czai się w ich mieście i okolicach.
Od
spotkania z tamtą dwójką na gruzach wciąż miał ciarki. Wprawdzie
sam się tam pchał ale gdy tylko ukochana go dogoniła priorytetem
stało się jej natychmiastowe wyprowadzenie z pola walki, choć
nadal nie wiedział jak udało się jej uniknąć. Natomiast w samej
postawie decepticonów przerażała go różnica między nimi a typowymi vehiconami. Te nowe wyglądały dość inteligentnie, były też innej budowy, kolorów, miały inne uzbrojenie. Jednym słowem nie przypominały armii klonów a raczej poszczególne jednostki jak Starscream albo Dreadwing.
Jego uwagę przykuł wybuch entuzjazmu ze strony wreckerów. Bulk zderzył swoje pięści jak to miał w zwyczaju gdy był gotowy na dobrą rozwałkę a Wheeljack zaczął paradować ze swoją miną samozadowolenia. Nawet Knockaut stanął bliżej autobotów a Smoke dalej nie wiedział o co chodzi.
Podszedł do medyka i szeptem zapytał co go ominęło.
– Chcą walczyć – odpowiedział czerwony – Decepticony zmierzają do Kaonu ale Ultramagnus planuje zwabić ich do Helex. Skoczą mostem i zaatakują wszystkich w jednym miejscu. Swoją drogą coś Ty ostatnio taki wyłączony?
– Nie wiem o czym mówisz – burknął Smoke – chcą zrobić jatkę? Z przedsionkiem armii, sami?
– Toć! Chcą przekonać preda…
– Chcecie coś dodać od siebie!? – krzyknął Magnus jakby karcił dwójkę niesfornych uczniaków. Smoke zrobił niewinną minę po czym po chwili zastanowienia zapytał
- Chcecie z nimi walczyć?
Co zresztą Arcee
skwitowała zduszonym śmiechem przy czym Ratchet ostentacyjnie
przewrócił oczami, Magnus przybrał minę wyprowadzonego z
równowagi i nawet Knockaout popatrzył na tego „wariata”.
– Nie wiem gdzie byłeś jak Cię nie było ale tak! Zniszczymy wszystkich. W Helex – wyjaśnił siląc się na spokojny ton komandor.
– Ale to dezerterzy, nie? – Wtrącił Smoke, który powoli zaczął żałować, że się jednak odezwał – musieli tu przylecieć na statkach kolonijnych bo jak inaczej, skąd by się tu wzięli taka harda?
– A jakie to ma znaczenie? – Powiedziała Arcee jak zawsze sceptyczna na każde jego słowo.
– Skoro byli tam to nie byli w służbie Lorda. Lord lubi czy nie lubi lojalności u swoich? – wyjaśnił – Może nie wróci na Cybertron, bo normalnie uzna, że z tchórzami się nie zadaje?
– To zawodowi żołnierze dzieciaku! – Smoke skrzywił się nieznacznie co zmusiło starego bota dalszego komentarza – Tak jak i Ty. Rekruci Autobotów czy Decepticonów, wojownicy obu frakcji, wreckersi,
medycy i cywile. Wojna doszła do takiego etapu, że każdy, nie zależnie
od wieku, płci czy statusu znikał z globu i krył się w kosmosie. A Megatron jeszcze bardziej ucieszy się z rozumnej i lojalnej jak syn marnotrawny hołoty, która ma przewagę nad nami. Dlatego trzeba to zdusić teraz. Zgasić iskierkę buntu.
– Z pomocą predaconów? – drążył młody, który poukładał sobie odpowiedź medyka – A nie przyszło Wam do głowy, że to… nie wiem, jest samobójcza misja?
Zapytał, dalej udając niewiniątko.
– Nawet jeśli to powinno być dla Ciebie zaszczytem, zginąć jako wojownik – zarecytował Wheeljack z małym uśmieszkiem. Młody bot miał już orzec, że „nigdzie się nie pcha” kiedy już sama ta myśl mocno go zaniepokoiła. Odkąd unikał bójek?
– Bee był pasowany na wojownika – powiedział tylko i zwrócił się do żółtego bota – Zresztą sam mówiłeś, że mamy pokój i przelany energon to hańba! Optimus by tego nie chciał.
Wskazany
wojownik zawirował tylko ogromnymi niebieskimi
fotoreceptorami i z przyzwyczajenia zdusił komentarz.
Atmosfera po ostatnich słowach Smokescreena zauważalnie zgęstniała, nikt już nawet po sobie nie patrzył. Dopóki czerwono-biały robot nie zabrał głosu.
– Ośmielę się zauważyć, że Optimus na pewno poniósłby takie ryzyko – oznajmił cicho, ale stanowczo – Decepticony to plaga, trzeba się jej pozbyć, zanim Megatron wyczuje, że drży przed nimi cała planeta!
Jeżeli masz jakieś obiekcje albo może od razu lepszy pomysł to nie krępuj się – przewiercał bota spojrzeniem, nie doczekał się odpowiedzi – Tak jak myślałem. Nie mam pojęcia
dlaczego robisz ten szum, zwłaszcza że nie masz ku temu żadnych
powodów ani nawet argumentów, żeby się wybronić. Dlatego siedź
cicho! I skup się na NASZYM planie.
Dokończył już mocno sfrustrowany Doktor.
–
Proponuję zrobić przerwę. Wrócimy tutaj o zachodzie słońca, to
jest – WY wrócicie o zachodzie i dopracuje ten wspaniały pla – wtrącił się słodkim głosem Knockaut - A my Doktorze powinniśmy wrócić do pacjentów, już i tak zostali za długo bez opieki.
Ratchet wykonał niemal wdech i wyprostowany jak struna skierował się do wyjścia z sali, a zanim drugi medyk. Smoke był mu prawie wdzięczny za tą trafną scenkę i jednocześnie zły za pomysł z ponownym spotkaniem. Koniec końców obiecał Mayvies, że wróci przed zmrokiem! Nie życzył sobie, by zostawała sama w domu, w teraz tak niebezpiecznej okolicy, w nocy.
Dopiero kiedy mijał go już Bulkhead jako ostatni, młody autobot spojrzał na hologramową kulkę, która teraz przeszła w spokojny tryb obracania. Kiedy zajęła odpowiednią pozycję, Smokie zobaczył to, co zżerało go jak Rdza gruzowiska na Morzu.
Północno-wschodni region wokół Tarn a pośród konurbacji Tyrest z niespokojną Mayvies w ich mieszkanku i szesnastoma czerwonymi kropkami w samym centrum miasta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz